Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Produkty piłkarzopodobne

 Polskie drużyny od wielu już lat kończą swą pucharową przygodę na etapie eliminacji. Czyli nie ma ich w rywalizacji zanim jeszcze poważne kluby usłyszały gwizdek sędziego. Czasem zdarzy się jakiś przerywnik i ktoś (najczęściej Legia), pogra dłużej, ale to na zasadzie wyjątku.
Przypadek mistrzów wszechświata i okolic
Nie inaczej jest w tym roku. W doliczonej minucie regulaminowego czasu gry Legia straciła jedynego w tych eliminacjach gola i w konfrontacji w Glasgow z tamtejszymi Rangersami wyleciała z Europy.
Taka jest faktyczna siła polskiego futbolu. Nadajemy się do eliminacji, ewentualnie nawet do eliminacji eliminacji.
Mało tego. Przyglądając się składowi Legii – poza blokiem defensywnym trudno tam znaleźć Polaka. Patologia piłki nie wyklucza takiej sytuacji, że obecni piłkarze Legii w przyszłym roku mogą grać przeciwko Legii. Nawet w jednej drużynie – o ile znajdzie się taki głupi, który płaciłby jak za zboże tym – pożal się Boże – gwiazdom.
Wujki nie – sknerusy
Polskie kluby traktowane są jak dobrzy wujkowie światowego piłkarstwa. Tu miejsce napełniania kont znajdą takie tuzy futbolu, które ostatni raz kopnęły futbolówkę kilkanaście miesięcy temu. Polskim klubom to nie przeszkadza, zgarniają życiowych cwaniaczków udających piłkarzy, wywalają na nich kasę, oni profesjonalnie poudają profesjonalnych kopaczy i przeliczą to udawanie na konkretną walutę. Potem odpadną w eliminacjach do eliminacji i co najwyżej zmienią pracodawcę na kolejnego łosia, który będzie im płacił za (no właśnie, za co?).
Niechęć kontrolowana
Polskie kluby czują awersję do szkolenia młodzieży. To znaczy: szkolenie jest rozbudowane, bo tworzy się kolejne szkółki, na utrzymanie których płacą rodzice małolatów. Są pieniądze, to się łepków szkoli. No, ale przychodzi moment, w którym małolat wkracza w dorosłość i do tej pory bardzo chwalony, młody grajek nagle okazuje się totalnym, futbolowym gamoniem, którego pod żadnym pozorem nie wolno wpuścić na boisko. Ojciec płacił – młody był mistrzem. Przychodzi piłka zawodowa, czyli młodemu trzeba będzie płacić – to jednak był niewypał ten małolat.
W miejsce małolata klub ściąga zastęp Murzynów złapanych w sieci na plaży w Rio. Jaki jest efekt? Totalne zachwaszczenie polskich klubów wyrobami piłkarzopodobnymi, które trzeba utrzymywać niemałym nakładem środków, a które i tak nie gwarantują gry na choćby średnim poziomie. Dodatkowo taka polityka personalna nie daje polskim klubom nadziei na lepsze jutro, bo narybek i tak będzie gnojony po to, by ktoś (menago + działacz) zarobili na transferze Murzyna, Jugola, trzecioligowego Hiszpana lub innego badziewiarza.
Antidotum
Dlatego z dużym zadowoleniem przyjęliśmy decyzję o konieczności grania przez każdy klub przynajmniej jednym młodzieżowcem. Teraz klub ma do wyboru – znaleźć młodziaka lub grać w 10. Wiadomo, że wybierze opcję pierwszą. W ten sposób przynajmniej 16 młodzieżowców musi się ogrywać. Do tego w pogotowiu trzeba mieć kolejnego młodego, bo licho nie śpi i szczyl może doznać kontuzji.
Oczywiście, przepisy są po to, by w nich szukać furtek i wcale by nie było dziwne, gdyby ktoś zwlókł worek Murzynów z twarzami zgredów i papierami juniorów młodszych, ale polski futbol jest w tak ciemnej du…piwnicy, że coś trzeba było zrobić, by dać sobie szanse na przyszłość.
Andrzej P, Roman Z. fot. kinomaniak.pl

sklepkibol.pl

Ceneo
							</section>