Zaczęło się pięknie. Naprawdę. 12 listopada usłyszałem taką mowę, że mi mowę odjęło. Jej autorem był marszałek senior Antoni. I jak niemal zawsze jestem zgryźliwie szyderczy, tak teraz piszę na poważnie.
Antoni powiedział dokładnie to, co chciałem usłyszeć. O walce światopogladowej, o wielkiej Polsce i konieczności utrzymania polskości, o deubekizacji i antykomunizmie.
Oczywiście, jak wszystko, co mówi PiS, wziąłem to całe piękne gadanie Macierewicza za „ale sobie pogadał”.
I słusznie. Godzinę później ten sam antykomunistyczny Antek zagłosował za wyciągnięciem na stanowisko wicemarszałka Sejmu starego komucha Czarzastego. Zresztą nie sam. Cały PiS głosował za Czarzastym. Razem z największym antykomuchem Kaczyńskim.
Dysonans poznawczy zatrważający. PiS werbalny i PiS praktyczny to dwa różne PiS.
To jeszcze nic. Następnego dnia mieliśmy do czynienia z jeszcze większym rozziewem między deklaracjami a światem realnym. Na szefa sejmowej komisji rodziny pisowcy zagłosowali na niejaką Biejat z partii Razem. Kto kiedykolwiek choć przez chwilę słuchał co do powiedzenia na temat rodziny ma owa Biejat, ten nie może mieć najmniejszych wątpliwości co to za antyrodzinne indywiduum. No i ważne w tych personalnych rozgrywkach był fakt, że kontrkandydatem bolszewiczki był Grzegorz Braun. Znany z konserwatywnych poglądów.
W ten oto sposób PiS zakpił sobie z własnych wyborców, wprowadzając w praktyce sojusz z komunistami, od których tak pięknie się odżegnuje w telewizyjnych przemówieniach.
Roman Zieliński
</section>