72 dni Śląsk czekał na zwycięstwo. Ostatnie przytrafiło się 17 sierpnia. Od tamtej pory było najpierw remisowo, później coraz gorzej.
2-1 z Arką Gdynia, czyli jednym z głównych kandydatów do spadku na własnym stadionie to nie jest jakiś wyczyn, lecz punkty dały Śląskowi wyraźny oddech.
Co się przyczyniło do wygranej? Przede wszystkim powrót Golli oraz powrót tego, co w grze Śląska było najistotniejsze – farta. To, jak padła bramka jeszcze długo będzie przypominane. Podanie bramkarza do obrońcy, który na śliskiej murawie fiknął kozła, na dodatek piłka po postrzale odbiła się od gdyńskiego Murzyna idealnie pod poprzeczkę bramki Arki i po półtorej minuty było już 1-0 dla Śląska.
I dobrze.
Arka została zgnieciona w pierwszych 30 minutach, ale rezultatu nie udało się podwyższyć.
Po przerwie – Śląsk w szatni najwyraźniej doszedł do wniosku, że już jest po meczu. I tylko fart spowodował, że zrobiło się 2-0. Gol naszego super ekstra zajebistego snajpera z Hiszpanii w sytuacji, w której gdyby nie strzelił, to mógłby się już pakować i wydawało się, że jest po zawodach. A tu Śląsk postarał się jeszcze o podtrzymanie emocji.
Na trybunach – cisza i spokój. Arki nie było, bo wojewoda do spółki z policją uważali, że ich być nie powinno. Co nie przeszkodziło parokrotnie pokrzyczeć kibicom Śląska o k…e i świni. Może dlatego, że trochę fanów Lechii tego dnia odwiedziło Wrocław. No i wreszcie usłyszeliśmy Twierdza – Wrocław na dwie trybuny.
Wygrana u niektórych pewnie rozbuja wielkie nadzieje. My tonujemy nastroje. Śląsk ma 21 punktów. Czyli połowę z tego, by móc myśleć o wejściu do górnej połówki.
RZ, BK, G-K
Zajrzyj na sklepkibol,pl
</section>