To, że najistotniejszy obecnie protektor żydowski, amerykański prezydent Donald Trump, ma zmysł do robienia interesów wie każdy, kto otarł się o politykę. I że każdy swój ruch Trump ocenia z pozycji „ile na tym możemy zarobić, ile musimy włożyć, jakie jest ryzyko”.
No to teraz coś do przemyślenia, głównie dla pisowskich pelikanów.
Według mediów Trump zastanawiał się, czy podczas swojej kolejnej europejskiej podróży odwiedzić Danię. Powodem miała być duńska Grenlandia. A raczej surowce, jakie można na tej największej wyspie świata znaleźć. Trump wyrażał chęć zakupu wyspy.
Duńczycy stwierdzili, że Grenlandii sprzedawać nie zamierzają. Zatem Trump uznał, że do Danii jechać nie ma sensu.
Jeszcze raz, żeby chwycili ci, którzy nie załapali: Trump jeździ tam, gdzie może załatwić jakieś interesy. Nie ma żadnego interesu – nie ma odwiedzin. Po co ma jechać do Danii? Nie ma tam dobrych znajomych, interesu nie da się zrobić, to nie ma sensu jechać.
Teraz pytanie:
Co tak naprawdę chce osiągnąć Donald Trump podczas wizyty w Polsce? Tak, Polonia to dość liczna grupa wyborców w USA, a wybory w Stanach Zjednoczonych już za rok, ale to chyba nie jest ten najważniejszy powód odwiedzin Trumpa w Warszawie.
Pozostaje pytanie: jaki interes jest faktycznym powodem wizyty Trumpa. Czyj to interes, kto i ile ma na nim zarobić, oraz kto będzie płatnikiem.
Jak myślicie?
Roman Zieliński, fot. angora
</section>