Po meczu, w którym wiele się działo, Śląsk zremisował z Zagłębiem Lubin 4-4 (2-2), co z uwagi na kolejność wpadania bramek chyba nieco bardziej wnerwiło gości z Lubina, których przybyło na to spotkanie niecały tysiąc (973). No, może to niezbyt ścisła informacja, gdyż na tym meczu wraz z krecikami była obecna ekipa Polonii Bytom. Polonia o godzinie 16:00 grała w Brzegu w swojej okręgówce, to po swoim meczu zawitali do Wrocławia zobaczyć, jak wygląda nieco poważniejsza piłka.
A podziwiać było co. Po prostu rewelacja. Nasz rewelacyjny napastnik Despacito przypomniał sobie po co był do Wrocławia ściągany. Co prawda taka bramka jak ta pierwsza (dla przypomnienia: strzał głową lobem w długi róg) prawdopodobnie trafiła mu się po raz pierwszy i ostatni w życiu, ale mamy się teraz czym chwalić. Dlatego trzeba tą bramkę pokazywać gdzie się da jak najczęściej i w przerwie zimowej puścić tego napadziora po okazyjnej cenie.
No i ostatnia bramka meczu. Ona pokazuje, że faktycznie Hiszpan te umiejętności o których tak nam mówiono – posiada rzeczywiście. Pozostaje pytanie, czy po momentach w których się odblokowuje następują okresy lepszej gry na luzie, czy okres samozadowolenia. Po pokazywaniu radości po meczu z Zagłębiem, który był tylko remisem – pesymistycznie stawiamy na to drugie.
Chyba, że się mylimy i że Hiszpan jednak okaże się skutecznym egzekutorem, i bardzo byśmy się chcieli mylić co do jego oceny.
Pierwsza bramka dla Zagłębia padła po niezłej akcji sędziego. Czy była ręka? Była. Czy było to zagranie specjalne? Nie było. Czy był ruch ręki do piłki? Nie było. Czy powinien być karny? Sędzia uznał, że tak.
Przy drugiej bramce dla Zagłębia niesamowitym wyskokiem na 10 cm popisał się nasz kolejny ulubieniec – Broź.
Tym razem nie zadziałało szczęście bramkarza Putnocky’ego. Dotychczas Śląsk tracił bardzo mało bramek. A tu 4 w jednym meczu i to u siebie.
Jak zwykle najwięcej uwagi skupiliśmy na Murzynie. Tu lista jego dobrych zagrań:
64 minuta – odbiór i dał się sfaulować na linii pola karnego.
69 – podanie wślizgiem do Picha na polu karnym rywala.
Nie, to nie błąd drukarski. Przez całą godzinę czekaliśmy na choćby jeden wpis z dobrym zagraniem czarnego Murzyna.Kibicowsko – bluzgoteka obustronna. Cóż, dawnośmy się z krecikami nie widzieli.
Jedna fajna rzecz się przytrafiła. Wykorzystując dłuższy moment przestoju w dopingu Śląska kreciki krzyknęły „gramy u siebie”. I trzeba się z nimi zgodzić, faktycznie mogli się czuć jak u siebie. Było ich tylu, że sami nie wiedzą, że ich tyle jest. Ostatnio hitem Internetu było zdjęcie kibiców Zagłębia u siebie na ich tzw. Przodku na meczu z Wisłą Płock. Zresztą nie tylko fotki z Przodka pokazywały puste krzesełka lubińskiego stadionu.
Dodatkowo obie ekipy zrobiły dodatkowe oświetlenie swoich sektorów zakazanymi środkami.
Czwarty z kolei remis Śląska spowodował, że wciąż WKS jest jedynym zespołem niepokonanym w naszej superwspaniałej lidze i przynajmniej na chwilę wróciliśmy na pozycję lidera.
RZ, G-K, BZ, AP fot. INt
</section>