Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Bilans na minus

 22 osoby zatrzymane za wnoszenie pirotechniki na stadion. Ci na szczęście wrócili do Wrocławia. Dodatkowo 5 osób zatrzymanych za przepychanki z mundurowymi. To nie jest cały bilans meczu Śląska z Widzewem w Łodzi. Odpadniecie z Pucharu Polski niektórych wręcz zadowala. Gdy inni będą się męczyć w 1/16 czy tam w półfinałach, to „my będziemy mieli wywalone“. Totalny spokój.
Puchar Polski to dla niektórych koszmar jakiś i lepiej się w niego nie zagłębiać, bo po co? Niepotrzebne, dodatkowe, stresujące mecze, bezsensowne rywalizacje nie mogące doprowadzić do niczego sensownego.
Kto tak myśli?
Wielu trenerów i działaczy.
Faktem jest, że pod wpływem presji część ostatnio zmienia swoje zdanie na ten temat, co widać choćby po tym, że zespoły z ekstraklasy coraz rzadziej odpadają w pierwszych konfrontacjach z futbolowymi leszczami, lecz akurat we Wrocławiu wciąż takie myślenie dominuje. I co ciekawe – dzieje się tak bez względu na to, kto jest trenerem, kto prezesem, kto szefem marketingu. Jedynym, który do rozgrywek o Puchar Polski podchodził poważnie był trener Tadeusz Pawłowski, choć i on robił to bez przesady.
W Śląsku PP traktowało się po macoszemu 30 lat temu, 15, i jest tak do dziś. I proszę mi nie wyjeżdżać z finałem z 2013 roku, bo doskonale pamiętam jak potraktowano mecz 1/16 tamtych rozgrywek w Polkowicach (jeszcze za Lenczyka) i późniejsze aż do półfinałów – już za Levego.
A gdy w historycznym finale (historycznym, bo takiej publiczności nie ściągnie już żaden finał PP, a to z uwagi na 2 spotkania kończące rywalizację), pierwszy pojedynek olali z kolei piłkarze, bo jakieś zaległości finansowe postanowili sobie wywalczyć pokazując, że mogą bojkotować mecze.
Śląsk w Pucharze Polski kończył na takich potęgach futbolowych jak Mieszko Gniezno (nawet dwa łomoty zaliczył Śląsk w pierwszej stolicy Polski), Nielba Wągrowiec, Górnik Knurów, Pogoń Oleśnica czy Gawin Królewska Wola. Na tej liście jest jeszcze wiele klubów, których nazwy znane są niewielu sympatykom futbolu.
Teraz do długiej listy pogromców Śląska dołączył Widzew Łódź. Przegrana z Widzewem w Łodzi to nie brzmi dramatycznie, ale to tylko tak na pierwszy rzut oka. Bo obecnie Widzew to nie ta drużyna, która eliminowała Manchester United czy Juventus Turyn, lecz ta, która w polskiej trzeciej lidze zremisowała 10 spotkań z rzędu.
Śląsk zrealizował ukryty plan polegający na „nie wpierniczaniu się w niechciane sytuacje“ i do końca sezonu jesiennego pozostała już tylko konieczność rozegrania 11 spotkań.
W Łodzi stało się też coś gorszego. Śląsk szczyci się niesamowicie długą serią spotkań bez porażki. Teraz trzeba będzie tą listę uzupełniać frazesem „w meczach ligowych“, gdyż „o stawkę“ już jest nieaktualne. Bo po 14 meczach bez wtopki jednak wtopkę zaliczono, i nie był to pojedynek towarzyski/ sparingowy.
I powoli można zacząć mówić o innej serii. Serii spotkań bez zwycięstwa. Bowiem można inaczej spojrzeć na serię czterech kolejnych remisów w lidze. 1-1 z Lechią, 1-1 z Pogonią, 0-0 w Zabrzu i 4-4 z krecikami to już niekoniecznie „straty dwóch punktów“, lecz może „pojedynki, w których udało się nie przegrać“.
Najbardziej boli, że olano mecz z Widzewem. We Wrocławiu porażka z Odrą Wodzisław, Jagiellonią Białystok czy Pogonią Szczecin to przegrany mecz. Porażka z Widzewem to coś więcej. To znacznie więcej.
Przegrać z Widzewem – można. Ale tylko wtedy, gdy zrobione zostało wszystko, by jednak było inaczej. Gdy grają najlepsi, i kiedy dają z siebie 100%.
Ktoś tego najwyraźniej nie rozumie.
Nieprzypadkowo oprawa „lepiej być martwym, niż czerwonym“ pojawiła się na stadionie przy ul. Oporowskiej właśnie na meczu z Widzewem Łódź w 2011 roku.
*
Wczytuję się w komentarze Czytelników po meczu z Widzewem. Jest w nich bardzo wiele celnych uwag. Dobrzy by było, by w klubie przyjęto przynajmniej część z nich do świadomości.
Roman Zieliński, fot. wroclawianie.info oprawa z meczu Śląsk – Widzew rozegranego 9 kwietnia 2011 na stadionie przy ul. Oporowskiej.

Zajrzyj na sklepkibol.pl

Ceneo
							</section>