Wczoraj, tj w środę 2 stycznia oglądając pogodę mówiąca o opadach śniegu, pomyślałem: „eee tam, do rana nie będzie”. Jakież było moje zdziwienie gdy patrząc przez okno doznałem oślepienia, ale fajnie, nareszcie. Gdy ochłonąłem, pomyślałem, że muszę wyjechać wcześniej, bo w południe jestem umówiony na Stabłowicach, komuś auto nawala, trzeba naprawić. Odśnieżanie itp. Na jezdni szklanka, ale moja ulica (Energetyczna), zawsze taka jak śnieg spadnie. Jechałem z uśmiechem na twarzy, opony zimowe prędkość niska i szok, pierwszy, ale bez jeszcze przekleństw. Jantarowa, elegancko z uślizgami i uśmiechem na gębie. Krucza, drugi szok, k… coś się musiało stać, wszystko stało. Autobus jak jaszczurka zwinnie się ruszał, lecz wił się stojąc w miejscu. Hehehe kiedyś to jeszcze piaskarki czy odśnieżarki ratowały ruch, a tu nic. Ale o Sutryku, naszym prezydencie miasta, choć nie moim, jeszcze nie pomyślałem.
Od Mieleckiej auta stały do al. Pracy.
– Hahaha, cieniasy mam was.Zrobiłem obrotkę w Stalową i… ja p…e, Grabiszyńska w dwie strony stała zablokowana.
Nie, przecież to nie dzieje się naprawdę, nie w tych czasach. Gdzie służba drogowa ? Nie pojechałem, nie było jak, musiałem się zająć inną robotą. Praca nie zając a jednak ucieknie. Jeździłem od firmy do firmy, powoli, załatwiałem sprawy, wszędzie spóźniony ale wszyscy wiedzą że coś nawaliło i byli wyrozumiali, chociaż jeden głos jest taki. „Prezydent, Sutryk elegancko się sprawdził przy przewidywanym problemie. No bo kogo winić jak na inne bzdety są pieniądze a na odśnieżanie brak”. Po godzinach kręcenia się po mieście, nie widziałem ani jednego wozu specjalistycznego, który walczyłby, by inni płacący podatki, mogli jeździć. Zero, nul dramat ! O 14.30 pisze do Was te męki, stojąc w korku, wkurzony. Drogi trochę przejezdne a jakże, ale tylko główne, te boczne, mniejsze, dramat i nie myślcie sobie że te przejezdne główne aorty to zasługa służby drogowe. Nie, to autka przy prędkości 5 km/h lub stojące, udrożniły Wrocław. Tylko czyim kosztem, bo już raz zapłacone?
Pozdrowienia prezydencie i urzędnicy. Mam nadzieję że nie spóźnił się pan do pracy, bo kłopoty murowane i nie miał pan żadnej szkody, jak poprzednik na suchej nawierzchni. Na koniec trochę optymistycznie, jak zauważył koleżka i po chwili ja, nie widziałem żadnej stluczki.
Drogowcy zaspali, albo zapadli w sen zimowy.
Mario WKS, fot Krzysztof, Mario WKS
</section>