Widzę, że niektórzy opacznie zrozumieli przesłanie artykułu o fladze Wisły Kraków „sharks”.
Powiem szczerze, nie chce mi się tłumaczyć co zostało napisane. Albo ktoś chwycił sens, albo sobie będzie dorabiał teorie.
Poniżej wpis który do Fana trafił w formie komentarza, a który wyjaśnia w sposób najprostszy z możliwych o co tak naprawdę idzie gra. Tu w formie lekko zmodyfikowanej. Gdyby nie ten komentarz, to sprawę bym już odpuścił kompletnie. Nie chce mi się w tej sprawie wykłócać z tymi, którzy nie rozumieją tego, co czytają.
… Zrozumiałem poprzedni wpis, jeszcze go rozwinę. Tzw. szarki nie wniosły flagi nie dlatego, że „mało znaczą”, lecz dlatego że po prostu żadna flaga nie weszła bo nikt nie ma aktualnie prawa szwędać się po stadionie bez biletu (z akredytacją) i – co oczywiste – wnosić flag. I tu dochodzimy do clue wspomnianej sytuacji – oto Wisła może stać się przykładem dla wszystkich klubów, że z „kibolstwem” można wygrać i tzw. kibole guzik mogą jeśli reszta publiki jest pozytywnie nakręcona. Oczywiście „kibolstwo” napisałem w cudzysłowie bo sam jestem i zawsze będę kibolem i to jeszcze gorszym niż chłopcy od odpalania rac czy też wyklinania na drużynę przeciwną, chociaż w sumie już emerytowanym. Chcę tylko abyście zrozumieli, że wieszczone czasy pt. „w Anglii sobie poradzili” mogą właśnie powoli nadchodzić, a przykład Wisły będzie wiatrem w żagle bojowników o trybuny „wolne od kiboli”.
RZ, @z Krakowa, fot. NI-FO
</section>