Śląsk zremisował w Zabrzu 2-2. Choć mógł wygrać, ale mógł i przegrać.
Wszyscy chyba byli ciekawi, jak zagra Śląsk po blamażu z Wisłą Płock i karach nałożonych na zawodników WKS-u. Gra była lepsza, zaangażowanie większe, ale skutek średni. Choć na moment po ładnym golu Chrapka zrobiło się obiecująco.
Indywidualnie – spoglądaliśmy głównie na naszego stałego ulubieńca – Tarasovsa oraz na ostatnio partaczącego seryjnie Picha. Pierwszy grał bardzo nierówno, kilka razy fajnie wyprzedził rywali, ale jak zwykle miał sporo fatalnych podań. Drugi grał słabo cały czas, choć bez spektakularnych wpadek, ale gola wreszcie strzelił. Babol meczu tym razem w wykonaniu Brozia. Nawet ze trzy jego zagrania mogłyby kandydować do tego wyróżnienia. Wybicia piłki Słowika to kolejny powód do irytacji po meczu w Zabrzu.
Śląskowi wróciła choroba z Amiki. Siedzenie na pozycjach spalonych… Aż do irytacji i w sytuacjach wręcz idiotycznych.
Ostatnie kilkanaście minut Śląsk ewidentnie bronił remisu i paradoksalnie w tym okresie mógł strzelić bramkę na miarę wygranej.
W sumie – dawno nie było remisu, więc uzupełniona została statystyka.
Śląska na trybunach nie było z powodu zakazu wyjazdowego, jedynie 10 osób z KKN-u z jedną flagą. Jakoś mało było bluzgów ze strony miejscowych. Trochę pod koniec meczu… Może podziałał przedmeczowy apel spikera, który ze względu na rocznicę odrodzenia Polski prosił wyłącznie o doping dla swojej drużyny (taki żarcik, gdyby ktoś nie wychwycił)
RZ, KP, AP, F-M, fot. NI-FO
</section>