Pamiętam rok 1982 i mistrzostwa świata w piłce nożnej rozgrywane w Hiszpanii. Na meczu Polaków rozwieszono transparenty z napisem „Solidarność”. Po jakimś czasie zniknęły, PRL-owskie władze potrafiły w miarę szybko i skutecznie interweniować w tej sprawie nawet w kraju, który nie był w tym samym obozie politycznym.
Mało tego. Przekaz telewizyjny z tamtego spotkania w Polsce był opóźniany tylko po to, by w chwili, gdy ów transparent był widoczny, można było jakoś podmienić lub zakłócić obraz. Nie do końca się to udawało, bo jakby wszystkie akcje w okolicach tamtego transparentu wyłączyć z wizji, to ludzie by się wnerwili na fatalny stan przekazu, a co za tym idzie – na władzę.
To były zupełnie inne czasy. Komunistyczny zamordyzm w zasadzie był już znany, bowiem „Czarna księga cenzury PRL”, którą wywiózł na Zachód polski cenzor, Tomasz Strzyżewski, została wydana w Londynie pięć lat wcześniej.
Za hasła niezgodne z ówczesną linią polityczną władz można było trafić na wiele lat do więzienia, a często głoszenie takich treści kończyło się niewyjaśnioną śmiercią głoszącego.
Teraz mecz siatkarski do głoszenia swoich urojonych pretensji wykorzystali schetynowcy prezentując nachalnie przed kamerami znany napis „konstytucja”. Jełopy mogą sobie go pokazywać gdzie chcą i jak chcą. Ubierają pomniki, łażą w koszulkach z takim napisem, wydają ulotki, znaczki i kij wie co jeszcze. W latach 80-tych ubiegłego wieku za noszenie znaczka „Solidarność” lądowało się na komendzie, było bitym, przytrzaskowano palce szufladą.
W sumie – niech robią co chcą. Tyle, że aż dziw, że nikt jakoś nie wpadł na to, że „stytucja” się zgadza, ale zamiast „kon” bardziej pasuje „pro”.
Krzysztof P, Roman Zieliński, fot. mem, autor nieznany
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl