Kibiców Śląska w Szczecinie nie było. Nie miał kto oklaskiwać wspaniałej walki i wielkiego meczu naszej ukochanej drużyny.
Dobra żarty na bok. Śląsk wtopił 1-2 prowadząc do przerwy 1-0 w ostatnim meczu przed przerwą zimową.
A teraz test na inteligencję:
Twoja drużyna w przerwie prowadzi 1-0. Właśnie zaczął padać deszcz. Czy zakładasz, że pozwolisz rywalowi w ostatnich 45 minutach gry w kończącym się roku atakować, co da mu możliwość przetestowania umiejętności bramkarza w trudnych warunkach, czy jednak bezpieczniejsze będzie przesunięcie się bliżej środka boiska?
Odpowiedź jest oczywista, ale jak widać – nie dla wszystkich.
Tym łatwiej taką odpowiedź można było dać po dwóch bardzo niepewnych interwencjach bramkarza Słowika, gdzie tylko szczęściu i dobrej asekuracji obrońców zawdzięczaliśmy fakt, że nie doszło do straty bramki.
Albo jest tak, że nasi piłkarze znali odpowiedź, ale są tak słabi, iż dali się zepchnąć do głębokiej defensywy przez przeciętną drużynę Pogoni.
W obu przypadkach (za mało inteligentni i za słabi) w zasadzie jest to dla nich dyskwalifikacja jako zawodników poważnego klubu.
W drugiej części gry Śląsk nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę gości, a na naszym polu karnym co chwilę dochodziło do ogromnego kotła. Przy takich warunkach atmosferycznych, śliskiej piłce i murawie, gole były tylko kwestią czasu.
Przed meczem prawie wszyscy zadawali sobie pytanie, kto to jest Paweł Kucharczyk. Okazuje się, że to wcale nie taki junior, bo chłop ma 21 lat. Dziś debiutował w I zespole Śląska i to od razu w pełnym wymiarze czasowym.
Teraz pozostaje nam bardzo mocno ściskać kciuki za Lechię Gdańsk. Bo jeśli, nie daj Boże, się potknie z Górnikiem Zabrze, to zimę spędzimy na zaszczytnym, spadkowym miejscu. Na pewno ten wynik jest też wyrokiem na tymczasowego trenera Pawła Barylskiego. Próbował wstrząsnąć drużyną, ale nawet jeśli mu się to udało, to efektu w postaci punktów nie ma.
red, fot. memy.pl
</section>