Wszystkim nam się wydaje, że żydzi to taki naród/ społeczność, która jest niemal genialna i wszechmocna. Dużo robią, żebyśmy tak myśleli. Tymczasem prawda jest taka, że w czasie III Rzeszy dali się ograć Niemcom jak dzieci. Zwłaszcza ci żydzi, którzy żyli w Polsce.
Nie zastanawia Was, jak patrzycie w telewizor, gdy są pokazywane obrazki z warszawskiego getta, gdy widać wychudzonych do granic możliwości żydów lub ciała, które tak naprawdę są obciągniętymi skórą kościotrupami, jak to możliwe, że żydzi siedzieli tam cicho od 1939 roku do 1943, a w tym 1943 jeszcze co niektórzy mieli siłę walczyć? Jak to jest, że widząc wokół siebie taką nędzę, taką biedę nie uciekali z tego getta masowo?
Zachłanność
Odpowiedź ma dwa istotne wątki. Po pierwsze – obrazki pokazywane nam z getta to nie rok 1939, lecz koniec istnienia getta. Początkowo w gettach żydom żyło się całkiem nieźle. Co więcej, sami żydzi dążyli do powstawania gett. Niemożliwe? Otóż i ich perspektywy wyglądało to następująco: Niemcy teraz wojują z Polską i Polakami. My sobie tworzymy za zgodą i pomocą Niemców miejsca wydzielone, w których sami sobie będziemy rządzić, gdzie Polakom nic nie będzie podlegać, takie eksterytorialne miejsca dla żydów. Za jakiś czas, gdy wszystko się pozmienia, Niemcy wokół wymordują większość Polaków, lub Polacy jakimś cudem wygnają Niemców, my sobie za murami bezpiecznie przetrwamy, a eksterytorialne miejsca na mapach Polski zostaną. I to będzie zalążkiem niezależnego, żydowskiego państwa.
Tak żydzi myśleli w czasie, gdy getta powstawały. Początkowo faktycznie mogło się wydawać, że ten sposób kombinowania ma przyszłość. Być może dlatego sami żydzi postanowili wciągnąć do gett swoich ziomków z mniejszych miejscowości, co kończyło się często awanturami. Gdy żydzi z małych miejscowości nie chcieli się przenieść dobrowolnie, to żydowska policja z getta szła na gestapo ze skargą. Na prośbę grzecznych żydów gestapo brało się za wysiedlanie żydów niegrzecznych.
Czyli z jednej strony żydzi sami sobie zaszkodzili. Z chciwości, bo powodowała nimi żądza posiadania własnych, eksterytorialnych przestrzeni, wyizolowali siebie ze społeczności polskiej.
Brak integracjiDrugim elementem dla którego żydzi nie uciekali gremialnie z gett, które sami sobie stworzyli, był fakt, że większość z nich nie miała gdzie uciekać. Wyrwać się za mury, to jedno, ale aby później mieć szansę przeżyć, trzeba się umieć dogadać.
Tego w telewizji nie pokazują, o tym nie mówią. Tymczasem prawda jest taka, że 85% żydów mieszkających na terenach Polski albo wcale nie mówiło po polsku, albo porozumiewanie się w języku polskim sprawiało im poważną trudność. Żyjąc między Polakami przez kilkaset lat nie nauczyli się polskiego języka.
W naszej świadomości utarło się, że żyd to taki typ, porozumiewa się w języku polskim, jednak robi to z trudnością. Tymczasem prawda jest inna. Zakłamywana. Do tego stopnia inna, że w Muzeum Żydów te 85% populacji nie jest w ogóle w jakikolwiek sposób ujęte.
Żyd nie potrafiący mówić po polsku, nawet jeśli w 1942 roku, gdy zaczął się wdrażać program ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej i warunki życia się pogorszyły, nie miał jak rwać za mur. W obcym środowisku, w którym nie potrafi się porozumieć, nie ma możliwości ukrycia się w tłumie. A do żydów za murami też nie pójdzie, bo wcześniej żydzi zza murów zostali przesiedleni do getta.
Chichot historii
Tak więc ten najmądrzejszy z narodów został przez głupich Niemców złapany jak mysz w pułapkę. Tym lepszą, że zastawioną w sposób wykorzystujący żydowskie dążenia i nadzieje oraz zastawioną przy pomocy samych żydów. Pułapka wykorzystała żydowski gen zdrady, bowiem do budowania na polskim terytorium eksterytorialnych dzielnic żydowskich wykorzystano żydów będących obywatelami Polski, będącymi uprzednio funkcjonariuszami polskiego państwa.
Mając żydów zgromadzonych w wyizolowanych miejscach i do tego posiadając kolaborujących przywódców społeczności żydowskiej, teraz głupi Niemiec mógł zażądać od takiego Rumkowskiego czy Czerniakowa (żydowscy szefowie w gettach, odpowiednio łódzkim i warszawskim) wydania kilku tysięcy żydów dziennie do transportu. Rumkowski robił to chętnie, podobnie jak inni żydowscy szefowie specjalnych dzielnic, Czerniakow natomiast spostrzegł, że jego polityka eksterytorialności wzięła w łeb, zatem zamiast wpisać się w listę hańby, honorowo sam strzelił w czaszkę*.
Tak oto nie potrafiący ponoć kombinować Niemcy w sposób najprostszy z możliwych przy pomocy żydów wysłali na śmierć ten najinteligentniejszy podobno naród na świecie. A żydzi teraz opłakują swoją głupotę robiąc z holokaustu żydowskiego świętego grala XX wieku.
Roman Zieliński, fot. arch.
* a właściwie otruł się cyjankiem potasu.
</section>