Śląsk przestał dryfować w kierunku samozagłady. Proces niszczenia drużyny, a przez to niszczenia klubu został spowolniony, a być może nawet opanowany.
To co w dziedzinie polityki kadrowej się działo przez parę ostatnich lat sprawiało wrażenie, że Śląsk został opanowany przez osoby niepełnosprawne umysłowo. Ściąganie zagranicznego barachła twierdzącego, że są zawodowymi futbolistami miało dla Śląska wiele niekorzystnych skutków, o których na łamach Fana pisano wielokrotnie. Klub i miasto reprezentowali ludzie nie związani nie tylko z Wrocławiem czy regionem, ale w ogóle nie mający związków z Polską, a przybywali tutaj hurtem. Ich umiejętności były najczęściej nader wątpliwe, natomiast najważniejszym zadaniem było pobieranie pensji i udawanie, że się na nią zasłużyło.
Inny kurs
Rok temu politykę zmodyfikowano. Już nie stado Portugalczyków miało zapewnić Śląskowi tytuły mistrzowskie, lecz starzy wyjadacze z polskich boisk. Głównie Polacy, lecz niekoniecznie (Cotra, Jović). To też się nie sprawdziło.
Na szczęście pozbyto się osób, które zatrudniono, a które powinny mieć od 1993 roku zakaz wstępu na Oporowską, czyli Matyska i Mandziejewicza, i zimą spróbowano ratować katastrofę personalną grajkiem mało znanym. Tym dopełniającym skład został Cholewiak, który błyskawicznie z personalnej podpórki został jednym z istotniejszych elementów podstawowego składu.
Zmiana kierunku poszukiwań
Widząc jaką furorę robi w pierwszoligowym Śląsku grajek drugoligowy postanowiono iść dalej tą drogą. I obecnie szeregi Śląska zasilili kolejni zawodnicy z lig niższych. Wigry Suwałki, Raków Częstochowa czy GKS Jastrzębie – to kierunki z których sprowadzano piłkarzy. Czyli ściągnięto ich z zespołów z niższych klas rozgrywkowych. Dodatkowym atutem nowych kopaczy jest wiek, bowiem ostatnio Śląsk był klubem mającym najstarszych grajków w lidze. Nowi są ponadto stosunkowo wysocy, na pewno wyżsi od wyjątkowo niskiej średniej wzrostu drużyny z sezonu 17/18.
Do tego, by gracze z Wigier czy Rakowa chcieli przyjść do Śląska przyczynił się także sam Cholewiak. Bezwiednie. W rozmowach wykorzystywano jego przypadek jako przykład. „O zobacz, chłop przyszedł a mało znanej Stali Mielec i widzisz, ile dostał szansy gry?” To działało na wyobraźnię i zamiast gruszek na wierzbie w innych klubach wybierali miejsce, gdzie ktoś wiosną tego roku przeszedł drogę, którą sami chcą pokonać. Stąd w Śląsku tacy gracze jak:
Gąska (Wigry, 21 lat, 176 cm), Golla (wypromowany w Pogoni Szczecin, ostatnio Holandia, 26 lat, 182 cm), Łobojko (Raków, 20 lat, 179 cm), Radecki (Wigry, 25 lat, 187 cm), Szczepan (GKS Jastrzębie, 23 lata, 179 cm). Jako obiecującego z bardzo niskiej ligi ściągnięto też 22-latka Szczerbala z Piasta Żmigród.
Kierunek jak najbardziej słuszny choćby z tego względu, że zmniesza obciążenie finansowe klubu.
Teraz to właśnie tych graczy trener ma powoli wprowadzić do składu, a kierownictwo oczekuje efektu porównywalnego z występami Cholewiaka.
Jest też ale
Ciesząc się ze zmiany kursu widzimy jednak, że w odstawkę poszli zawodnicy, którzy wchodzili do zespołu z drużyny juniorów. Niby pójście na wypożyczenie to nie pozbycie się, i w teorii zarówno Bergier, Łyszczarz czy Poprawa mogą się dotrzeć, tak jak Wrąbel w Grudziądzu, ale… Ale wrażenie odrzucania wychowanków* zostaje.
Andrzej P, fot. JakubPiasecki
* Poprawa nie jest wychowankiem Śląska, ale w dorosłej piłce grał jedynie we Wrocławiu.
</section>