Zrobiło się śmiesznie, bowiem po ostatnich meczach policja szuka racowych*. Tymczasem jest dwóch takich, których chętnie byśmy osadzili na pięć lat w pudle. Znani są z imienia i nazwiska, bo są tak głupi… wróć, to nie chodzi o głupotę. Mają takie poczucie bezkarności, że odpalili race w miejscu publicznym, w środku zgromadzenia nie zasłaniając parszywych pysków. Co śmieszniejsze – sami będąc współodpowiedzialnymi za uznanie rac jako środki nielegalne.
Podczas tak zwanego Marszu Wolności dwóch posłów totalnej opozycji wlazło na scenę i odpaliło race, na które nie mieli pozwolenia.
Generalnie poza Sylwestrem w miejscach publicznych jest to nielegalne, ale można otrzymać glejt zezwalający (tak np. często jest załatwiane we Wrocławiu podczas marszów z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych). Świat kiboli i narodowców często używa rac, wiedząc, że to nielegal, ale nikt nie robi tego na tyle otwarcie, by było wiadomo „ja, Jan Kowalski teraz sobie odpalam pirotechnikę”.
Posłowie, tytani intelektu, których nazwiska z litości tu pominiemy, sami delegalizowali race, wyznaczyli za ich używanie karę do 5 lat pozbawienia wolności, ale myśleli, że to ich nie dotyczy.
A tymczasem…
Krzysztof P, fot. Polsat News
* po meczach poszukiwani są nie tylko racowi, ale również dymowi, biegacze i miotacze, a także trzepacze płotowi. Tak dla uściślenia.
</section>