Najlepsze było na końcu. Jacek Międlar został poproszony o to, by kandydować na prezydenta Wrocławia. Zapewniam Was, że nie wiedział, iż taka propozycja padnie. Został zaproponowany z zaskoczenia. Ma teraz trochę czasu na przemyślenie, czy podejmie się wyzwania. A we wrocławskim Ratuszu już grzeją się telefony, a Głos Tel Awiwu dostanie szału.
Wcześniej było również fantastycznie. Pewien gruby babsztyl w różowych trampkach wył do szczekaczki jak nawiedzony. Ponoć będzie to rywal Międlara w wyścigu do prezydenckiego fotela. Tłuścioszek zapodawał hasła lewackie i prostackie. Pseudopolacy twierdzą, że było ich 500. Już teraz wiadomo, dlaczego lewactwo nie robi kariery w biznesie. Straszne kłopoty z matematyką. Mnoży im się w oczach.
Lewacy także strasznie słabi są z marketingu. Zdaje się, że chodziło im o to, by Międlar nie sprzedał ani jednego egzemplarza swojej książki „Moja walka o prawdę”, tymczasem zrobili książce mega promocję, za którą organizatorzy serdecznie lewakom i współpracującymi z nimi mediom dziękują.
Generalnie impreza była interesująca, bowiem fajnie pooglądać z bliska nawiedzone antypolskie oblicza. Nabuzowane nienawiścią, acz bezradne osobniki nie potrafiły się przebić za swoimi okrzykami przez profesjonalne nagłośnienie.Tak oplotkowując dziwaków – najlepiej ich podejście do świata oddaje ich hasło z transparentu „nie i ch*j” (tu fotka i ich wcześniejszej o pół godziny demonstracji). Część ich miernej jakości transparentów „nie wytrzymała próby niezniszczalności”. Fotka poniżej.
Podobno legalna promocja książki została rozwiązana. Podobno, gdyż informacji o tym organizatorom nie przekazano.Słów parę o policji. Gdyby nie było policji, to nie byłoby i lewaków.
Pod ochorną policji lewactwo w zorganizowanej grupce mogło podejść pod legalne zgromadzenie i zza pleców funkcjonariuszy próbowało robić werbalny chlew. Dowodzącemu akcją (cztery gwiazdki na pagonie) Krzysztofowi Mossonowi podpowiadam, że wystraczyło zrobić kordon 20 metrów dalej i byłoby po sprawie.
W związku z tym, że ponoć zgromadzenie zostało rozwiązane, zadałem w/w funkcjonariuszowi pytanie, jak się nazywała osoba, która z ramienia Urzędu Miejskiego wydała taką dezycję. Niestety nie potrafił podać nazwiska. Gall Anonim normalnie.
Później odbyło się legitymowanie jak największej liczby osób. Mundurowi mają taki bałagan u siebie, że nie potrafili się zorientować, czy wylegitymowani byli już spisywani, czy trzeba to robić ponownie.
Generalnie – jak ktoś lubi, gdy coś się dzieje, to wystepów Jacka Międlara nie może opuszczać.
Roman Zieliński
Od poniedziałku książka Jacka Międlara „Moja walka o prawdę” będzie dostępna w sklepie „Kibol” przy ul. Kościuszki 32 we Wrocławiu w cenie 39.90.
</section>