Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Prawo nethoolsa

 Przeglądając niektóre fora kibicowskie mam niezły ubaw. Sami przekumaci kumacze krytykujący wydarzenia pozasportowe (a raczej ich brak) związane z MŚ 2018. Kumaczom nie podoba się to, że na tej imprezie do niczego nie doszło, a przecież to Rosja! No, tam to powinna być przynajmniej III wojna światowa!!! A tu…. cisza. Oczywiście nie wykluczam tego, że „coś” się wydarzy. Jednak, aby wypowiadać się o Rosji trzeba tam, choć raz być (nie na mistrzostwach, kiedykolwiek, nawet z wycieczką) lub przynajmniej dobrze poznać specyfikę tego kraju. Już samo dostanie się do Rosji „troszeczkę” różni się od wycieczki do krajów europejskich. Wizy (nie tak łatwo je dostać i nie są tanie), kontrole graniczne (przekraczając granicę Polski i Białorusi można poczuć to, co przechodził Żyd przekraczający w latach 30-tych ubiegłego wieku granicę Trzeciej Rzeszy). Rosja to też wszechobecna milicja, OMON, wszelakie służby specjalne, tajni agenci… i wszystko, co zostało stworzone do inwigilacji. Jednemu z naszych redakcyjnych kolegów, gdy podróżował po Rosji, ale bywał w tych miejscach „gdzie nie trzeba” (Kuropaty – Białoruś, Katyń, Smoleńsk itp.) nagle „sam z siebie” przestał działać telefon. Nie można go było włączyć, naładować, nawet wyjęcie i włożenie baterii nie pomagało. Telefon odzyskał sprawność dopiero w Polsce… To oczywiście przypadek…
Nawet, gdy cokolwiek uda się wykręcić, to po takiej akcji lepiej nie dać się złapać. Sowiecka milicja to nie to samo co policja w krajach cywilizowanych (tutaj białoruski Berkut w akcji (ruski OMON jest jeszcze „weselszy”): https://www.youtube.com/watch?v=9LxMvVIjJFo), potem sąd (chyba nie trzeba pisać jak tam działają sądy), a następnie możliwa odsiadka (z takimi oto atrakcjami: https://www.youtube.com/watch?v=2TITxuNXA-Y). Nie sądzę, aby którakolwiek przekumata ekipa w przekumatej czerni chciała się na takie atrakcje załapać.
Wracając do internetowych przekumatych HOOLsów – nie podoba im się to że „tam” pojechały same Janusze, pikole, turyści i rodzinki. No k…urka mać! To zamiast szarpać internetowym, wirtualnym płotem, zamiast siedzieć w domku przy komputerze (oczywiście w kominiarce, z ochraniaczem na zęby i z siekierą pod pachą) trzeba było ruszyć zadek, postarać się i mieć odwagę tam pojechać.
Nawet, jeżeli byliby tam sami pikole, Janki, dziadki, Grażyny i turyści to aż miło było popatrzeć na ulice Moskwy usiane ludźmi w biało-czerwonych barwach. Gdy widziałem Polaków bawiących (https://www.youtube.com/watch?v=0rSj_ysZjjw) się na Placu Czerwonym aż wzruszenie chwyciło mnie za gardło. Tylu Polaków w Moskwie to ostatnio było w 1612 roku…
Pamiętać też trzeba, że zapewne spora część tych „Januszy” i „dziadków” to ludzie pamiętający wyjazdy z lat 70 i 80-tych ubiegłego stulecia. To chłopaki pamiętające czasy obowiązkowej służby wojskowej, czasy stanu wojennego i zadym z ZOMO, czasy wyjazdów rejsówkami bez obstawy policji, wyjazdów „na własną rękę”. Myślę, że właśnie te „dziadki” dobrze wiedzą, co znaczy wycieczka w barwach po obcym mieście. Tacy „Janusze” znają o wiele lepiej mentalność sowieckiego człowieka, wiedzą czym jest Rosja lepiej niż wszyscy nethoolsi razem wzięci. Takie „dziadki” dobrze wiedza, czym taka wycieczka może się skończyć… Ale… mają jaja aby tam pojechać i mimo wszystko tam są! To dzięki nim mogliśmy cieszyć się widokiem Moskwy w biało-czerwonych barwach. Za to należy się im szacunek! Wszystkim!
Przed dodaniem artykułu, w jednym z komentarzy znalazłem link podesłany przez Kolegę podpisującego się Pietras (wraz z komentarzem):
Najpiękniejsze wydarzenievwczorajszego dnia https://mobile.twitter.com/radko93/status/1009023230894661632/video/1
SWWKS, fot. youtube.pl

Ceneo
							</section>