Chyba już gorzej niż w zeszłym sezonie być nie może. Przypomnijmy ubiegłoroczną chronologię katastrof polskiej piłki klubowej.
Pierwsza była Jagiellonia, już 20 lipca pożegnała się z pucharami odpadając z jakimś nonejmowym klubem Kebela z Azerbejdżanu
2 sierpnia Legię z Ligi Mistrzów wyrzuciła FK Astana (Kazachstan). Dzięki temu, że na tym etapie odpadający z LM ma jeszcze swoją szansę w LE nie było to definitywne odpadnięcie Legii z rozgrywek europejskich.
Ale już następnego dnia, 3 sierpnia, puchary pożegnano w Gdyni i Poznaniu.
Arka Gdynia odpadła z duńskim Midtyjlland, a Amica Poznań z Utrechtem z Holandii.
Ostatecznie katastrofa dopełniła się 24 sierpnia, kiedy to Legia okazała się słabsza od Sferiff Tiraspol z Mołdawii. Zatem polskie kluby skończyły swój udział w rozgrywkach europejskich jeszcze w czasie wakacji, co jest na razie naszym rekordem. Tak szybko wszystkie polskie kluby z europejskich pucharów nie odpadły jeszcze nigdy. Czary goryczy dodatkowo dopełnił fakt, że pogromcami przedstawicieli ligi polskiej okazali się Azerowie, Kazachowie czy Mołdawianie.
W tym roku po łomocie, jaki zanotowali mistrzowie wszechświata i okolic z drużyną ze Słowacji złożoną z odpadów z polskiej ekstraklasy, demony powracają. Bo mało kto potrafi się zebrać i awansować na wyjeździe, gdy u siebie zalicza się wpadkę 0-2.
Natychmiast również przychodzą na myśl okoliczności w jakich do kolejnych rund eliminacyjnych awansowały Górnik Zabrze (gol wykluczający dogrywkę strzelony na kilka minut przed końcem meczu w Mołdawii z tamtejszym outsiderem) i Amica (bramka ratująca przed dogrywką została strzelona kelnerom z Armenii w doliczonym czasie II połowy).
Teraz rywale są poważniejsi. Amica jeszcze ma szanse z Białorusinami z Soligorska, bo wyjazdowego gola na 1-1 jednak udało się strzelić.
Górnik ze Słowakami z Trencina już jedną nogą wyleciał, bo porażkę 0-1 u siebie odrobić nie jest łatwo.
Jagiellonia ma przeciwnika z ligi portugalskiej (Rio Ave), i zaskoczyła, bo wygrała 1-0, jednak na naszego nosa to tylko łabędzi śpiew.
Gorzej jak w zeszłym roku chyba nie będzie, jeszcze nie przegrywamy w eliminacjach do eliminacji, ale powiedzmy sobie szczerze; nawet dotarcie jednego reprezentanta polskiej ligi do ostatniej fazy gier wstępnych już będzie sukcesem.
Taka jest faktyczna siła naszego futbolu. Choć niektórzy jeszcze żyją w oparach absurdu, jakim było bardzo wysokie miejsce w światowym rankingu, i nie dociera do nich, że polskie kluby dostają łomot z klubami ligi słowackiej, gdzie zarabia się jakieś 10 razy mniej. Ale to już temat na głębsza analizę.
Andrzej P, RZ, fot. P-K – wyjazd Śląska do Sofii w III r. eliminacji Ligi Europy na potyczkę z Łokomotivem, wówczas Śląsk dotarł do rundy IV eliminacji, a Legii i Wiśle Kraków udało się nawet przejść przez fazą grupową LE i odpadły dopiero w 1/16 (23 lutego).
</section>