Oczywiście rozmawiamy wybitnie teoretycznie, bo robienie sobie jakichkolwiek nadziei na pierwszą ósemkę to rozprawki życzeniowo – matematyczne.
Na pewno żadnych szans nie mielibyśmy, gdyby trenerem wciąż był przesympatyczny Janek Urban. Co na łamach Fana zauważyliśmy już dawno. Teraz, po zmianie trenera na równie sympatycznego Tadka Pawłowskiego matematycznie wciąż jesteśmy w czarnej… dziurze, ale jakąś tam nadzieję na częstsze zasilanie konta punktowego możemy mieć.
Licząc na szczęśliwą rękę Pawłowskiego, jedynego jak dotychczas trenera z którym Śląsk zameldował się w pierwszej ósemce, patrzymy na wyniki innych zespołów. I tak w inauguracyjnym pojedynku 24 kolejki Zagłębie – Arka padł remis. Dzięki temu ósmy zespół ma na swoim koncie 33 punkty. Gdyby padł jakikolwiek inny rezultat, to ósma pozycja miałaby 35 oczek i szans Śląska na dogonienie nie byłoby praktycznie żadnych. Teraz przynajmniej w teorii jeszcze można się pobawić w pisanie szczęśliwych scenariuszy. Do tego, rzecz jasna potrzebne jest zwycięstwo z Górnikiem Zabrze. To warunek potrzebny do jakichkolwiek rozważań i dopiero po ewentualnej niedzielnej wygranej można zacząć na serio bawić się w teoretyczne dodawanie punktów sobie i szukanie miejsc, w których zdobycze będą tracić Arka Gdynia i Zagłębie Lubin. Taka optymistycznie kreatywna matematyka.
Znów kłamią
Co do meczu Zagłębie – Arka. Przyglądając się trybunom oceniliśmy, że jak jest tam półtora tysiąca ludzi, to absolutne maksimum. Jak ktoś nie wierzy, to niech sobie poszuka zdjęć trybun z tego spotkania i w wyobraźni pomnoży publikę razy pięć. Bo jeśli było faktycznie ponad 3 tysiące, jak podali organizatorzy, to pięciokrotne pomnożenie publiki wypełniłoby stadion do pełna.
My zrobiliśmy pewien eksperyment. Po pomożeniu publiki pięciokrotnie wypełnienie trybun wyniosłoby około połowy pojemności obiektu. To oznacza, że w Lubinie faktyczną liczbę widzów podwojono. Z półtora tysiąca na trzy. Taka kreatywna matematyka.
Śląsk zniknął z Wrocławia
Śmiejąc się z Lubina patrzmy na siebie. Nasze frekwencje są również mało optymistyczne. Na pewno elementem napędzającym frekwencję na niedzielnym meczu z Górnikiem Zabrze będzie spore wypełnienie sektora gości. Czy przełoży się to na liczbę widzów na pozostałych trybunach?
Śląsk ewidentnie o liczbę widzów na meczach się nie stara zupełnie. Jeżdżąc po mieście kompletnie nie widać nic, co miałoby zachęcić do przyjścia na stadion na mecz z Górnikiem. Nic. Najwidoczniej w klubie liczą jedynie na pieniądze spływające z Ratusza. Kasa z trybun nie jest w poważaniu. A do utrzymania się w lidze przede wszystkim potrzebne są pieniądze. To już lekcja z ekonomii, której nieodłączną częścią jest matematyka.
Mecz Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze rozpocznie się w niedzielę 25 lutego o godzinie 15:30.
Andrzej P, RZ, M-P, fot.wiadomosci24.pl zdjęcie pokazuje jak wyglądają pełne trybuny. To jeszcze obrazki ze starego stadionu przy ul. Oporowskiej sprzed 2011 roku. Jak widać trybuny pękały w szwach, warto spojrzeć na samą górę trybun. Jak sobie szukano miejsca do oglądania meczów Śląska wdrapując się na mury kończące trybuny, co w razie wypadnięcia mogło się skończyć poważnymi obrażeniami.
</section>