Muszę się podzielić z wami tą żenadą, bo nie mam z kim. Kumple się śmieją, że dopiero przejrzałem na oczy i zamiast ich wsparcia lub pociechy mam jeszcze większą złość w sobie.
Poszedłem ma mecz z Koroną. Nie zawsze chodzę, ale jeśli tylko jestem we Wrocławiu i mam wolny czas, to jestem na meczu. Nie jestem wynikowcem, chodziłem gdy Śląsk grał o mistrza, chodziłem na Oporowską w trzeciej lidze, chodzę teraz, mimo fatalnej postawy naszych zawodników. Najczęściej na C, tym razem też na C. To co zobaczyłem mnie po prostu przeraziło. To, że na sektorze A jest parę osób, już na mnie nie robi wrażenia, już się przyzwyczaiłem. Ale te pustki wokół mnie, te pustki na D i ten malutki Młyn zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Tak, pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu, na dodatek święta za pasem i dużo osób poszło zamiast na stadion do galerii, bo akurat ta niedziela była handlowa. Wyniki są fatalne. Ale to co zobaczyłem mnie przerosło. Choć termin nie był najgorszy, bo niedziela z założenia jest dniem wolnym dla większości, ale wokół mnie była pustka. Patrzyłem na B, w pewnym momencie próbowałem policzyć ludzi To nie moja działka, ale jak tam było z 500 osób to góra. W sumie na stadionie było może z tysiąc. Czy Śląsk już nikogo nie obchodzi? Dlaczego tak jest?
Do niedzieli śmiałem się, jak na Fanie wyliczano ludzi na meczu i konfrontowano to z oficjalnymi liczbami. Dopóki opisywano Lubin, to to przyjmowałem. Gdy zaczęto opisywać stadion Śląska, to się śmiałem. Lecz jak po przyjściu z meczu do domu zobaczyłem, że te nasze puste trybuny oceniono na prawie 4 tysiące widzów, to ogarnęła mnie rozpacz. Nie dość, że trybuny puste, to jeszcze ktoś próbuje ze mnie zrobić idiotę wmawiając mi, że byłem częścią tłumu.
Nie mam z kim o tym pogadać, bo kumple już dawno przestali chodzić na mecze Śląska. Kilku chodzi na żużel, reszta ma to wszystko w nosie.
Jak tak będzie dalej, to nic dobrego z tego nie będzie.
PT, fot NI-FO
Złośliwy komentarz redaktora naczelnego
To korespondencja naszego stałego Czytelnika. No to się przekonałeś na własnej skórze, że liczenie widzów na trybunach to nie jest taka trudna rzecz. I że mało komu chce się to rzetelnie zrobić. Ci od propagandy sukcesu zawsze zwalą na czyjeś kłopoty z oczami.
Witaj w klubie. Od niedzieli dołączyłeś do grona frekwencyjnych niedowiarków. A gwoli ścisłości – na B było trochę więcej ludzi, niż podajesz. Gdzieś około 800 osób.
</section>