Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Kłamią wszyscy …

 …a przynajmniej prawie wszyscy. Ktoś w komentarzach na Fanie po meczu Śląska z Górnikiem wyraził delikatną wątpliwość co do oficjalnej frekwencji podanej na meczu. Dla przypomnienia, podano, że widzów na tym spotkaniu było 9 960. Minimalnie zaokrąglając – 10 tysięcy.
Sami sobie wyróbcie opinię na temat czy jest to możliwe.
Jak to wychwycić?
Najprościej. W świecie kiboli od lat istotnym elementem są frekwencje wyjazdowe. Długo część ekip sobie je zawyżała, lecz ostatnio między innymi dzięki mediom elektronicznym, które „zeszły pod strzechę”, gdyż przy obecnym rozwoju technologii zdjęcia zawsze może robić każdy, a ich przesył stał się czymś banalnym, większość ekip zaprzestała chamskiego „doładowywania frekwencji” na wyjazdach. Nikt już ze stówki nie zrobi stówek dwóch, a z pięciuset „prawie tysiąca”, bo się narazi na śmieszność.
O tym przydługim wstępie – czas na konkrety.
Fani Górnika na Pilczycach obliczyli się na 2081. My mamy informację, że było ich 2080.
Zatem jak na wrocławskim stadionie wygląda +/- 2000 osób widać na fotce u góry.
Jaka była frekwencja na trybunie „Oporowska” – widać na zdjęciu niżej. Jeden sektor od dołu do góry przy pełnym zapełnieniu mieści +/- 1300 osób.
Teraz trzeba dodać powiedzmy po naciąganym tysiącu na sektorach „C” i „D”.
Jak ktoś się doliczy tu 10 tysięcy, to serdeczne gratulacje z okazji umiejętności jakie według Biblii dotychczas były udziałem jedynie Jezusa z Nazaretu.
Nie tylko Śląsk
Wiele klubów mnoży sobie frekwencję. Kto jest w tym mistrzem Polski nie wiadomo. W południowo-zachodnich rejonach kraju jakieś 20 lat temu prym w mnożeniu publiki posiadało Opole. Po wnikliwym zbadaniu sprawy wyszło na to, że tamtejszy dziennikarz, Andrzej Szatan, miał takiego hopla na punkcie „swojego” klubu, że naprawdę wierzył w te swoje obliczenia, które były czasem nawet 3 krotnością realnej frekwencji.
Obecnie uwielbiam porównywać zapełnienie 15-tysięcznego stadionu w Lubinie z oficjalnymi danymi. Jest się z czego pośmiać.
W innym komentarzu Czytelnik Adi zapytał, „co na ma celu rzekome zawyżanie frekwencji?”
Czy rzekome – powyżej trochę dowodów, że nie rzekome. Eksperymentu ze stadionu w Lubinie powtarzać mi się nie chce, ale jeśli ktoś nie wierzy, że ostatnio było tam co najwyżej 1,5 tysiąca widzów, to niech sobie obejrzy powtórkę spotkania z Arką zwracając uwagę wyłącznie na trybuny. I niech w wyobraźni mnoży widzów razy 5. Powinien być pełny stadion, bo 3 tysiące razy 5 daje zapełnienie obiektu.
Dlaczego kłamią?
A jak myślicie, po co zwiększać oficjalną frekwencję? Działacze klubowi nie muszą się napinać, jak wspomniani na wstępie wyjazdowicze. Względy ambicjonalne krawaciarze mają serdecznie gdzieś. Powód mnogości wirtualnych widzów jest prozaiczny. Kasa. Przecież każdy dział reklamy wysyła swoim reklamodawcom raporty. Ile osób widziało ich reklamy? Przecież co innego napisać w raporcie 4 900, a co innego 9 400. Jednak na czeskie błędy w poważnych raportach pozwolić sobie nie można. Tym bardziej jeśli dane do tych raportów są podane do publicznej wiadomości i dostępne do weryfikacji bez żadnego wysiłku. Zatem zamiast kłamać w oczy niewinnie zawyża się frekwencję oficjalnie i później można robić nawet statystyki zbiorcze.
Takie kombinacje są niemal nie do wykrycia. Trzeba jakiegoś wariata jak niżej podpisany, który przelicza sektory, rzędy, krzesełka zagęszczenie na metr kwadratowy, liczy długość i szerokość dróg przejścia i zwraca uwagę na inne tym podobne elementy, które pozwalają obliczać frekwencje nie tylko na stadionach, by wychwycić oszustwo. Ale takiego oszołoma można przecież zlekceważyć.
Roman Zieliński, fot. NI-FO

Ceneo
							</section>