Żaden kibic Arki nie widział meczu we Wrocławiu z sektora gości. Tym razem mieli zakaz, bo ostatnio to lubią unikać Wrocławia pod różnymi pretekstami. Mimo, że ich nie było, to tyle „panienek” poleciało w kierunku Arki, że tylko w Gdańsku mogłoby ich być więcej.
Piłkarsko Śląsk Arkę zdominował, ale nic z tej dominacji WKS-u nie wynikło. Tymczasem to gdynianie strzelili gola dającego im prowadzenie. Jakiś 17-letni małolat jak profesor ograł duet Golla – Cotra. Dowodząc, że stawianie na młodzież jednak ma sens. Remis do przerwy dzięki VAR-owi, trwał tyle, ile pauza w meczu. Pierwsza kontra po zmianie stron i znów obrona Śląska dała ciała. I na tym dokonania strzeleckie obu zespołów się skończyły, co oznacza, że Śląsk przegrał 1-2 w meczu u siebie z piłkarskimi leszczami.
Nam w oko wpadł tym razem Pich. Mnóstwo strat, samolubna gra, niecelne podania. Obecna seria Taduesza Pawłowskiego – 2 porażki. Jutro może być trzecia, bo Tadek podobno kibicuje Sutrykowi.
Ale żeby nie było smutno, to coś na wesoło. Uwaga, bo kabaret niezły. Najpierw przypomnijmy sobie mecz z Legią, na którym doliczono się 20 tysięcy widzów. Ponieważ prawie 2 tysiące stanowili fani gości, zatem sympatyków Śląska było około 18 tysięcy. Teraz fajnie byłoby spojrzeć na zdjęcia trybun z tamtego pojedynku i… clou sezonu. Na meczu z Arką frekwencja podobno wyniosła 9 200 widzów. Czyli połowa tego, co na Legii.
Jak to była połowa, to my znamy takie powiedzenie o dłoni i kaktusie.
red, fot. NI-FO – tak dziś wyglądał sektor D, czyli ten robiący frekwencje podczas akcji wpuszczania młodzieży na mecz.
</section>