Po katastrofalnym meczu Śląsk wreszcie wygrał. Z Piastem Gliwice 4-1. Na własnym stadionie. Piast przybył bez swoich kibiców. Ci są obrażeni na klub po pamiętnej zadymie na meczu z Górnikiem Zabrze. Przypomnijmy, że wówczas „ukarania winnych” domagało się ichne stowarzyszenie kibiców, pokazując swoje prawdziwe oblicze.
Oglądanie meczu, zwłaszcza w pierwszej połowie, to była katorga dla oglądających. Na żywo takiego wyczynu dokonywali nieliczni. Innymi słowy – dramat na murawie, dramat na trybunach. Oficjalnie frekwencja podciągnięta do 7 600 widzów. Zamieniamy się miejscami z innym, dolnośląskim klubem, któremu ludzie na trybunach w raportach się rozmnażali.
Sportowo – Śląsk wyszedł w eksperymentalnym składzie, fatalną partie rozegrał Pałaszewski, ale na tle stojących kolegów pewnie nie wszyscy to wychwycili. Na szczęście wychwycił to trener Pawłowski i po wprowadzeniu na miejsce duetu D-P duetu Cholewiak – Radecki ci dwaj ostatecznie dobili Piasta (obaj mieli udział przy istotnym, trzecim golu, a później Cholewiak sam wpisał się na listę strzelców).
Wcześniej zrobiło się dramatycznie, bo gdy Piast zdobył kontaktowego gola na 1-2, to goście stworzyli dwie sytuacje w których tylko niesamowity fart sprawił, iż nie padło wyrównanie.
Kamień z serca spadł trenerowi. Oraz tym, którzy powinni go zwolnić, gdyby tym razem Śląsk nie zdobył kompletu oczek.
red. fot. robogrom.pl
</section>