…czyli pół roku lipy
Z nowym rokiem zawsze wkraczamy z nowymi nadziejami. Tym razem aby mieć te nadzieje względem Śląska, trzeba być hurraoptymistą i to bez jakiejkolwiek wiedzy. O ile w miarę spokojnie można patrzeć na pierwsze półrocze, to drugie jawi się jako jedna wielka porażka.
Wszystkiemu winne wybory samorządowe, które zaplanowano na listopad 2018.
Obecna struktura właścicielska jest taka, ze Śląsk jest niemal w stu procentach uzależniony od kasy miejskiej. Niemal wszystkie pieniądza, jakie trafiają do kasy klubu pochodzą albo bezpośrednio z kasy miejskiej, albo też z niej, lecz naokoło.Ze środowiska osób zbliżonych do sztabu Rafała D. piastującego urząd prezydenta Wrocławia docierają sygnały, że kapuś chce odejść z urzędu zostawiając Śląsk w najwyższej klasie rozgrywkowej. Żeby nie było na niego, jeśli zdarzy się nieszczęście. Co daje nadzieję na to, że w końcówce maja nie będziemy mieli do czynienia z katastrofą degradacji. Przynajmniej można liczyć na ostatnie finansowe sprężenie.
Niestety, w nowym sezonie, tym 2018/19, przynajmniej w rundzie jesiennej, Śląsk nie ma co liczyć na cokolwiek. Bo na nowego inwestora liczyć nie ma co, a Rafał D. na Śląsk będzie miał już wywalone kompletnie.Sytuacja może się zmienić dopiero po wyborach samorządowych. Jednak wiele zależy od tego, jaka ekipa się dorwie do miejskiej kasy. Jak będzie to banda od zadłużania, z jaką mamy do czynienia obecnie (teraz Wrocław jest jednym z najbardziej zadłużonych miast w Polsce, w 2015 było to 2,6 miliarda, od tego czasu zadłużenie jeszcze wzrosło), to być może dalej będą robić geszefciki na Śląsku, zatem można byłoby liczyć na spływanie jakiś pieniędzy ze wspólnej kasy.
Jednak jeżeli do władzy dojdzie ekipa mniej rozrywkowa, wtedy trzeba liczyć wyłącznie na zmianę struktur właścicielskich. A tego z tygodnia na tydzień zrobić się nie da, co wskazywałoby, że w najlepszym wypadku na pozytywne zmiany można liczyć dopiero po zimie. Ale już tej 2018/19.
RZ, KP, P.Anonim, fot. elfograd, adtroweb.pl, wiadomosci.dziennik.pl
</section>