To kiedyś już było. W pradawnych czasach w 1959 roku Łódzki Klub Sportowy dostał łupnia od luksemburskiego klubu Jeunesse Esch. I to łupnia niesamowitego, bo aż 5-0. Najwidoczniej „piłkarzom” ŁKS-u zawrócił w głowach świat Zachodu, który wtedy dla przeciętnego Polaka był niedostępny w ogóle. Zobaczyli inny świat, inne życie i zwariowali.
Wtedy ŁKS odpadł w I rundzie Pucharu Mistrzów Krajowych, czyli w rozgrywkach, które są protoplastami Ligi Mistrzów.
Później porażki z amatorami polskich zespołów klubowych długo się nie zdarzały. Ba, 10 lat później Górnik Zabrze grał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów, a warszawska Legia potrafiła się przedrzeć do półfinałów rozgrywek europejskich.
Teraz katastrofa ŁKS-u sprzed ponad półwiecza chyba znalazła naśladowców.
Niedawno na łamach Fana nabijaliśmy się z polskiej piłki klubowej („Memento mori” http://fanatik.ogicom.pl/archiwa/11518). Pocieszaliśmy się, że tak tragicznie jak w zeszłym roku, to już być nie może.
Nie wiadomo, czy nie jest gorzej. O ile porażki Amiki i Jagiellonii z Belgami jeszcze można przełknąć, choć szans na awans w zasadzie już nie mają ani jedni, ani drudzy, to wtopka 1-2 Legii u siebie z półamatorami z Luksemburga to katastrofa. Finansowa, wizerunkowa, kibicowska, sportowa, organizacyjna, mentalna i nie wiadomo jaka jeszcze.
Powiedzmy sobie szczerze. Gdyby nie łut szczęścia, to mistrzowie wszechświata i okolic dostaliby łupnia w jeszcze wyższym stosunku.
Polska piłka klubowa to dno dna. Jesteśmy pariasami Europy. Jak Gibraltar, San Marino… o kurcze, tu miało być „jak Luksemburg”.
Roman Zieliński, fot. xTrey.pl
</section>