Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Czas represji

 Od dwóch miesięcy na stadionach piłkarskich w Polsce trwa akcja „nic o nas bez nas”. Głównym jej motywem było pokazanie działaczom, że próbują decydować o tym co się dzieje na trybunach nie mając kontaktu z ludźmi, którzy stanowią wypełnienie tych trybun, ani nie posiadają chęci poznania racji tych ludzi. Oczywiście chodzi o więcej spraw, lecz podstawowym elementem kontrowersji są rzecz jasna race.
Tak prawdę mówiąc to same race wszelcy możliwi działacze piłkarscy mają gdzieś, a nawet je lubią, co jest widoczne w nakładaniu kar. Owszem, kary za race są nakładane, co działaczy cieszy podwójnie, bo dodatkowe pieniążki im spłyną. Ale nie ma kar drastycznych. No, chyba, że oprócz samych rac mamy jeszcze przerwanie meczu, które z kolei wiąże się z opłatami dla tv za wydłużanie czasu emisji, albo problem rac latających, które w przypadku trafienia mogą spowodować czyjąś niedyspozycję, a to także może mieć przełożenie na odpowiedzialność finansową.
Tym bardziej piłkarscy oficjele nie pozwolą na strzelanie rakietami co mieliśmy okazję obejrzeć podczas jesiennych derbów Krakowa oraz na finale Pucharu Polski.
Oczywiście futbolowi decydenci posiadają wiedzę jaka jest różnica między racą a rakietą czy petardą, lecz powiedzmy sobie szczerze – tak zwana opinia publiczna nie ma o tym zielonego pojęcia. Dla nich to jedno i to samo. A ocena „głosu ludu” jest dla podejmujących decyzje ważna. By nie rzec – najważniejsza.
Oliwy do ognia dolała ostatnia kolejka pierwszej ligi zwanej dla niepoznaki ekstraklasą. W Poznaniu meczu nie dokończono z uwagi na wybiegnięcie kilkudziesięciu osób na murawę, podobne problemy odnotowano w Białymstoku.
Jeśli komuś się wydaje, że w związku z tym, że kibole byli jedną z sił napędowych wyganiających z polskiej polityki złodziejaszków z PO, to po zmianie na PiS świat trybun stadionowych mógł liczyć na nieco łagodniejsze traktowanie, to właśnie koniec nadszedł koniec ulg.
Tak się złożyło, że bodajże w ostatnią sobotę podczas spotkania z premierem Morawieckim studencina zadał pytanie, jak rząd ma sobie poradzić z problemem stadionowych bandytów. Premier, jak to polityk, popitolił coś w stylu „pracujemy nad tym, (…tu wymienił resorty) i będziemy dążyć do tego w kierunku angielskim”, czyli gadał byle gadać. Tuż po tym wyskoczył Poznań i w związku z tym dziennikarze przyatakowali Morawieckiego.
Czy to przypadek, czy nie – nie nam oceniać. Ale my w przypadki zbytnio nie wierzymy, natomiast właśnie się zaczęło.
Na pierwszy ogień poszła Wisła Kraków. No, powiedzmy sobie szczerze. Nie Wisła, lecz szarki. I zaczęło się z grubej rury. Poszło o narkotyki. A że przy okazji trafiono na flagi GKS-u Katowice, to tylko jeszcze podkręci atmosferę wokół historii kibolskich.
Choć Kraków jest miastem specyficznym i tam mamy ze szczególnym „nałożeniem się” świata kibicowskiego z, nazwijmy to delikatnie, „miastem”, i że to właśnie tam „zacznie się dziać” było więcej niż pewne, ale termin raczej przypadkowy nie jest.
Jeśli ktoś we Wrocławiu, Szczecinie, Gdańsku, czy nawet w Grudziądzu myśli, że może go to nie dotyczyć, to jest w błędzie.
KP, RZ

Ceneo
							</section>