Najpierw krótka relacja. W kilka osób wybraliśmy się na film „Wołyń” paręnaście dni po jego premierze. Kino w „Koronie”, tłumów brak. Wchodzący do sali kinowej, jak to niemal przed każdym seansem – robili sporo hałasu, śmiechy, chrzęst torebek i wydobywających się z nich czipsów.
Film. A po filmie coś, czego w kinie jeszcze nie doświadczyliśmy. Cisza. Kompletna cisza zakłócana jedynie dźwiękiem składanych krzeseł i dudnieniem stóp wychodzących.
Niezawodny „KU” wydarł się na cały głos „cześć i chwała Bohaterom”, i nikt nawet nie zwrócił mu uwagi. Ludzie dostali intelektualnego kopa. Małolaty och chichów i czipsów – również.
Teraz „Wołyń” puszczono w telewizji. Relacje? Różne. Od „nie pozwoliłam oglądać dziecku” do „rezać sk..li”. Kto obejrzał, ten nie został obojętny.
Śmierć wrogom Ojczyzny11 lipca 2018, środa, 75 rocznica „Krwawej Niedzieli”, czyli kulminacyjnego momentu bestialstwa Ukraińców wobec Polaków. Wrocław, godzina przedpołudniowa. Znany z prożydowskich, proniemieckich, promuzułmańskich i proukraińskich wypowiedzi i czynów okupujący fotel prezydenta Wrocławia, kapuś Rafał D. przygotowywał się do złożenia wieńca przed pomnikiem Ofiar UPA, jaki znajduje się przy ul. Frycza-Modrzewskiego, nieopodal Panoramy Racławickiej i Hali Targowej. Rafał D. udaje, że jest również propolski.
O godzinie 19:00 w tym samym miejscu parę osób złoży kwiaty i zapali znicze. Od moherów, od polskich nacjonalistów, od tych, którzy bieli i czerwieni nie wstydzili się nigdy. Nawet wówczas, gdy noszenie tych barw było uznawane za katofaszyzm, nazizm i nie wiadomo co jeszcze.
Roman Zieliński, fot. tuwroclaw.pl – zdjęcia przedstawiają marsz 11 lipca sprzed roku (to górne) i baner „śmierć wrogom Ojczyzny” wystawiony w roku 2016 przed Pomnikiem Ofiar Rzezi Wołyńskiej
</section>