Wczesnym popołudniem swoją szansą na sukces straciła Miedź. Co z tego, że w Legnicy uwaliła świeżo upieczonego przedstawiciela ekstraklasy, Sandecję Nowy Sącz? Nie starczyło. Swoją szansę Miedź przegrała tracąc punkty z Wisłą Puławy czy Stalą Mielec.
Szkoda, bo historyczny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej dla Legnicy był na wyciągnięcie ręki.
Wieczorem na własne życzenie swoją szansę straciła Lechia Gdańsk. „Wystarczyło” puknąć Legię, by zdobyć mistrzostwo Polski. Ale zbytnio uwierzono, że w meczu w Białymstoku Amica rozjechała Jagiellonię i grano „na puchary”, bo przy układzie remis w meczu Legia – Lechia i wygranej Amiki nad Jagiellonią, dawało puchary. A że Amika wygrywała już 2-0, to takie rezultaty dawały Legii mistrzostwo i puchary Lechii, to na Łazienkowskiej obustronnie udawano zaangażowanie.
Wszystko spieprzyło się momentalnie, gdy w Białymstoku Jagiellonia wyrównała, a zrobiła to na zaledwie parę chwil przed regulaminowym końcem gry i dopiero wówczas w Warszawie zaczęto grać na poważnie.
Skończyło się najgorzej jak mogło dla Lechii – wypadnięciem poza podium i poza europejskie puchary. Nastawienie na minimalizm skończyło się frustrującym wynikiem. Zamiast niemal pewnych – wydawałoby się jeszcze całkiem niedawno – pucharów, wkurzające czwarte miejsce i to w wnerwiających okolicznościach.
Gdyby ktoś powiedział po 30 kolejkach, że Lechia nie tracąc ani jednego gola w siedmiu ostatnich meczach, tych najważniejszych, bo za trzy punkty, i nie znajdzie się nawet w trójce najlepszych, to pewnie nikt by w to nie uwierzył. A proszę, stało się.
I jeszcze jedno. Czerwone koszulki Lechii w najważniejszym meczu dziesięciolecia… to nie mogło się skończyć dobrze.
RZ, fot. zdjecia.biz.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl