Ruch Chorzów ma teraz poważne kłopoty. Nie dlatego, że mu zabrano punkty, choć to również nie poprawia ich sytuacji. Gorzej – jest wyznacznikiem, że nie mają w piłkarskiej centrali najwyższych notowań. Zatem jak na przykład sędzia się pomyli na ich niekorzyść, to wielkiego larum nikt nie podniesie.
Dlaczego mowa o Ruchu? Bo wiele wskazuje na to, że Ruch jest najpoważniejszym kandydatem do spadku. A w naszej, wrocławskiej rzeczywistości dla własnego spokoju musimy szukać tego drugiego, który poleci. Bowiem widać gołym okiem, że najbliższa przyszłość Śląska to będzie mniej lub bardziej desperacka walka o utrzymanie. A kłopoty Ruchu oznaczają, że aby samemu być spokojnym wystarczy znaleźć drugiego „chętnego” do odstrzelenia.
Początek weekendu dał nam trochę spokoju, gdyż z dużym prawdopodobieństwem na kolejnego leszcza można wskazać Górnika Łęczna. Pogrom 0-5 jaki dostali w Białymstoku zdaje się wskazywać na to, że w tym klubie dzieje się niezbyt dobrze. Na grę Łęcznej pod okiem Franciszka Smudy czekaliśmy, by znaleźć odpowiedź na nurtujące nas pytanie „czy Górnik wciąż będzie grał dramatycznie?”, bowiem byłoby to poważne ułatwienie dla Śląska. Przed tygodniem mecz w Łęcznej przełożono. Teraz Górnik udowodnił, że od ostatniej, jesiennej potyczki (porażka z Legią w Warszawie 0-5), mimo zmiany szkoleniowca nie zmieniło się nic. Kasa na Franka poszła w błoto i w tej chwili wydaje się, że tandem do uwalenia to Ruch Chorzów i Górnik Łęczna.
Czyli szanse Śląska rosną.
Andrzej P, fot. wiadomosci-dziennik.pl
Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.