Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Trzeba mieć talent

 * Każda strata punktu w meczu, gdy gola decydującego o tym kto te punkty zabiera traci się po ostatnim dotknięciu piłki w spotkaniu, zawsze boli. Żeby w meczu z jakąś śmieszną Termaliką i to u siebie stracić w ten sposób dwa punkty, to naprawdę trzeba mieć talent. Bo z kim mamy wygrywać jak nie z Termaliką i to u siebie?

* W przypadku Śląska te straty bramek w ostatnich fazach spotkań są irytujące. Ostatnio takie „nieszczęście” przytrafiło się nam w: Lubinie gol na 0-1 w 90 minucie, w Gdyni na meczu o PP gol na 2-4 w 110 minucie, w tej samej Gdyni w meczu ligowym gol na 0-2 w 78 minucie…

* Z powyższej wyliczanki wynika między innymi to, że z kondycją u naszych orłów chyba trochę coś nie bardzo.

* „Ojcem” porażki (bo ten remis jest porażką) obwołano Daniela Łuczaka. Zamiast wykopnąć piłkę byle gdzie przed siebie…
Trochę w tym racji jest. Ale tylko trochę. Jak nazwać fakt, że do 40 minuty meczu Śląsk nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę rywala? To, co zostało uznane za celny strzał przez statystyków tak naprawdę było dośrodkowaniem. Rywal drugiego kornera wywalczył już w 2 minucie spotkania, Śląsk cokolwiek pod bramką rywala pokazał dopiero we wspomnianej 40 minucie meczu. Gdy tak naprawdę powinien już przegrywać, bo wybijanie piłki głową z linii bramkowej przez obrońcę nie jest standardem w meczach, w których powinno się zwyciężyć.

* Skąd się w Śląsku wziął Tarasovs? Jak ktoś ogląda futbol w wykonaniu dzieci, to wie, że na poziomie trenujących 8-latków nie zdarza się już tak, jak to dzieje się wśród dzieci młodszych, że piłka kozłując przelatuje nad zawodnikiem, który nie potrafi obliczyć toru jej lotu. A Tarasovsowi taki „przypadek” się przytrafił.

* 42 kibiców Termaliki obejrzało remis swojej drużyny we Wrocławiu.

* Niektórzy sympatycy Śląska wychodzili ze stadionu przed ostatnim gwizdkiem. Najwyraźniej śpieszyli się oblewać zwycięstwo.

* Niektórzy na trybunach byli tylko statystycznie. Ktoś wymyślił, że tym razem oficjalnie było ponad 11 tysięcy widzów, czyli co czwarte miejsce na obiekcie na Pilczycach było zajęte.
Nabijamy się z lubinków, że ci nabijają sobie frekwencję na papierze… Dobra, inaczej. Zerknijcie na zdjęcia z meczu z Lechią, gdzie ponoć było tylko 2,5 tysiąca widzów więcej i porównajcie do zapełnienia stadionu na dzisiejszym pojedynku.

* Nasz klub miał obowiązek przed meczem puścić Hymn Narodowy. No to puszczono – 1 zwrotkę. Ktoś nie zauważył, że czasy lemingozy się kończą i że teraz nawet na kadrze PZPN dają dwie zwrotki. A tak naprawdę Mazurek Dąbrowskiego jest śpiewany w zwrotkach czterech.
„Niedopatrzenie” naprawili kibice, choć na murawie miano na to wywalone.
Inna sprawa, że Dutkiewicz to najchętniej na stadionie słuchałby hymny niemieckiego.

* Wrąbel zaliczył deja vu. Jego ligowy debiut miał miejsce 1 grudnia 2015 roku w Niecieczy. Wszedł w samej końcówce spotkania by zastąpić Pawełka, który doznał kontuzji. I w swojej pierwszej ligowej interwencji, w niemal ostatniej minucie meczu zaliczył stratę gola na 1-1.
O przypadłościach Kuby Wrąbla powstaje osobny artykuł.

* Na trybunach Śląska zawisły 3 transparenty. Dwa odnoszące się do dzisiejszego Święta Wojska Polskiego i jeden o nieco innym przesłaniu.
RZ, GK, AP, KP, F-M, fot. NI-FO

Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.

 

Ceneo
27+