Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Szczęście super grajkiem

 * 130 kibiców Pogoni Szczecin obejrzało łomot swojej drużyny z sektora X na stadionie we Wrocławiu (na zdjęciu obok). Pojawili się z dwoma flagami.

* Łomot był tym dotkliwszy, że na wynik 3-0 dla Śląska złożyły się trzy celne strzały Śląska na bramkę Pogoni. Innymi słowy, gdyby na poprzeczce bramki Portowców wisiał ręcznik zamiast bramkarza rezultat byłby podobny.

* Natomiast ojcem sukcesu Śląska został wrocławski bramkarz. To co odwalił, to mistrzostwo. Część na instynkcie, część na szczęściu… ale szczęście też trzeba umieć mieć. Ten kto je ma, może iść na wojnę. Wrąbel dziś miał go baaaardzo dużo. Ono było naszym najlepszym zawodnikiem w tym pojedynku.

* Jak się nie potrafi zmusić bramkarza do wpuszczenia bramki mając możliwość sprawdzenia jego umiejętności z jedenastu metrów, to istnieją poważne wątpliwości, czy sprawdzający takową umiejętność posiada. Dla przykładu – Sito Riera i niestrzelony karny w jego debiucie w Bytowie w meczu o Puchar Polski. Ostatnio karnego spartolił Arkadiusz Piech. Dziś jednak wykorzystał jedną z okazji. Żeby było śmieszniej – wcale nie najprostszą, którą miał. Zatem jednak potrafi strzelać bramki. Oby robił to częściej.

* Klasą ponownie błysnął Marcin Robak. Znów wraca pytanie, jak to się stało, że w swoją podróż piłkarską wyruszył z Legnicy omijając Wrocław. Nikt na Oporowskiej nie zauważył, że chłop potrafi grać w piłkę?

* Śląsk zagrał dziś na podwójnym wzmocnieniu. Nie grały atrapy zawodników Riera i Tarasovs.

* Na ten mecz sprzedano ponad 12 tysięcy biletów. W to akurat wierzymy. Lecz niech nikt nie mówi, że wszyscy posiadacze wejściówek przyszli na stadion. Nie urągajmy własnej inteligencji. Trybuny opustoszałe nie były, lecz zakładając iż sektor A jest wyłączony, znaczyłoby to, że na pozostałych sektorach 1/3 miejsc była zajęta. No to teraz trzeba powertować fotki z tego spotkania…

* Na tych niezbyt pełnych trybunach działo się niewiele. Do jakiejś 80 minuty nawet spiny nie było między przyjezdnymi a sektorem „Oporowska”. Aż coś poleciało od przyjezdnych, no to poleciało i na przyjezdnych…

* Zastanawiające jest co tkwi w głowie Jana Urbana. O tym, że chłop najwyraźniej nie przyswoił sobie informacji z psychologii ławki rezerwowych pisaliśmy już kilkakrotnie. Zaledwie pięć dni temu w sytuacji trudnej (strata gola i zawodnika) na początku meczu ściągnął zawodnika dość doświadczonego, by wprowadzić młokosa.
Tym razem robiąc pierwsza zmianę na 10 minut przed końcem, przy prowadzeniu 3-0
Urban wpuścił zgreda Madeja. A na ogranie młodzież dostała 5 minut (Łyszczarz – to wraz z doliczonym czasem gry) i 2 minuty (Pałaszewski).

* I jeszcze o taktyce. Było deszczowo. Czyli mokro. A jak jest mokro, to bramkarzom znacznie łatwiej jest popełniać błędy. Ażeby bramkarze mogli popełniać błędy, trzeba im dać taką możliwość. Zatem trzeba strzelać. A w strzałach było 18-8 dla Pogoni.
Na element szczęścia trenerzy wpływu nie mają, a to dziś grało w barwach Śląska.

* Co zadziwiało. Były takie momenty, w których Śląsk zagrał totalnym pressingiem. A potem kompletnie odpuszczał.

* Sędzia. Tym razem był niezauważalny. Czyli w porządku.

* Ale czerwoną kartkę Zwolińskiemu arbiter zdążył pokazać, choć gracz Pogoni był na murawie zaledwie niespełna kwadrans. Czerwona za dwie żółte – to chyba oznaczało, że Zwoliński bardzo się chciał pokazać. Chciał udowodnić, że potrafi grać w piłkę? Miał na to we Wrocławiu pół roku i udowodnił, że ten, który go ściągał na Oporowską, na piłce nie zna się kompletnie.
Dziś jedynie potwierdził te spostrzeżenia.
RZ, GK, MCP, AP, KP fot. NI-FO

Ceneo
							</section>