Sport już kilkadziesiąt lat temu przestał być sportem, a zaczął biznesem i polityką. Obecnie wkroczyliśmy w etap totalnej komercjalizacji. Sport jest jedynie dodatkiem do biznesu. Sport wielki i mały jest miejscem większych i mniejszych interesów.
Sport wielki – Formuła 1, Liga Mistrzów, zawody narciarskiego Pucharu Świata, wszelkie mistrzostwa świata czy kontynentalne – zawodnicy na tych imprezach są tylko dodatkiem do wszechobecnych reklam. Wokół boisk, zjeżdżalni, skoczni, basenów, torów – wszędzie reklamy. Sportowcy oblepieni nazwami i logotypami firm. Nawet na dupskach je mają. Rozmowa z zawodnikiem, trenerem czy działaczem – koniecznie na tle specjalnej ścianki z wymienionymi sponsorami. W sumie to co rozmówca gada jest bez znaczenia, liczą się obrazki zza jego pleców.
Sport mały to pieniądze, ale z innej pary kaloszy. To dojenie samorządów na kasę. Licencja na boisko – kosztuje. Wpisowe. Opłaty za zawodników. Za transfery. Za badania lekarskie. Za żółte kartki. Kasa dla sędziów – to wszystko musi wykołować klub. Skąd? Najczęściej od samorządów.
Teraz w sporcie na najwyższym poziomie mamy do czynienia z kolejnym cyrkiem. Ruscy wpadli na dopingu. Dostali szlaban na występy podczas najbliższych Zimowych Igrzysk Olimpijskich. To polityka, a nie żadna walka z dopingiem. MKOl wkurzył się na Ruskich, gdy wyszło na jaw, że podczas ostatnich igrzysk w Soczi putinowskie instytucje zrobiły sobie z nich jaja w sposób systemowy fałszując wyniki badań na wydrę. Poodbieranie medali i dożywotnie wykluczenie paru zawodników świat ma gdzieś, tymczasem podczas IO Ruscy zrobili sobie taką propagandę sukcesu na użytek wewnętrzny, że nie da się tego wycenić w żaden sposób.
Pewnie gdyby Ruscy zapłacili MKOl kilka miliardów dolców, to sankcji by nie było. Jednak ceny ropy spadły, utrzymanie ponad milionowej armii kosztuje niemało, jej modernizacja również, utrzymanie agentów wpływu na całym niemal świecie też jest kosztowne. Zatem nie ma skąd wytrzepać tej „drobnej” nadwyżki, więc kary zostały zaklepane.
Jeśli ktoś myśli, że w tej walce chodzi o zdrowie zawodników, to niech sobie myśli tak dalej. Sportowcy z najwyższej półki, niezależnie, czy chodzi o futbol, narciarstwo, kolerstwo, boks czy curling biorą na potęgę chemię mniej lub bardziej dozwoloną. Na większego lub mniejszego bezczela. Część jest zalegalizowana, co przez świat zostało uznane za „odżywki”, reszta to czarna magia, na której czasem ktoś da się chwycić. Potem mamy takie kwiatki, jak broda do piersi u byłej lekkoatletki czy nagłe i niespodziewane zgony dwudziestoparoletnich sportowców w trakcie zawodów. Biceps „chorej na astmę” Bjoergen już nie robi wrażenia na nikim, podobniej jak „uroda” niektórych biegaczek.
Mamona ze sportu zrobiła szoł, w którym oprócz pieniądza nie ma już żadnych wartości. Ani świętości.
Roman Zieliński, fot. war.stars.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl