W przypadku Śląska niewiele już nas może zdziwić. Zatem informacja od jednego z naszych współpracowników, że wdrażane są plany pozbycia się Śląska przez urzędników Dutkiewicza wcale nie jest „elektryczna”.
Ponoć chętny to amerykański broker. Oprócz Śląska miałby przejąć stadion na Pilczycach i jeziorko w dziurze. Ponoć mniejszościowi udziałowcy mają już przygotowane dokumenty do sprzedaży swoich akcji, a jedynym warunkiem sprzedaży jest pozostanie w ekstraklasie. To miałoby oznaczać, że na utrzymanie zostanie przeznaczona specjalna premia.
Nie chciało nam się sprawdzać wiarygodności tych pogłosek. Zostawiamy to dziennikarzom pracującym za pieniądze. Zastanawiający jest natomiast wątek sprzedaży stadionu. Przypomnijmy, że polskiego podatnika kosztował ponad miliard złotych, wszystkich pieniędzy podwykonawcom jeszcze nie wypłacono. Dodatkowo jest on utrzymywany za 20 milionów złotych rocznie z kasy miasta (tak, tak, naokoło, ale ostatecznie są to miejskie pieniądze).
Zastanawiająca jest uwaga o konieczności utrzymania się Śląska w lidze. Bo jeśli ktoś faktycznie chce „kupić Śląsk” wraz ze stadionem i dziurą, to powiedzmy sobie szczerze – dla ewentualnego kontrahenta ważne są dziura i stadion, a Śląsk jest na dokładkę. Równie dobrze mógłby wziąć stadion z dziurą bez Śląska. „Konieczność utrzymania Śląska” wygląda na tym tle raczej na zabieg propagandowy Dutkiewicza. Kapuś wolałby nie być kojarzony z degradacją klubu.
Może ta informacja jest to zwykła ściema, jakich wokół Śląska ostatnio jest cała masa*. Może jest w tym coś z prawdy. Ale jak słyszymy, że ktoś chce oddać „stadion na dokładkę”, czyli za pół darmo, to jakoś czerwona lampka się zapala.
Roman Zieliński
* Pamiętacie jeszcze jesienną „wizytę niemieckich inwestorów” ze spędem dziennikarzy? Już dawno nasze źródła mówiły, że to bzdura. Nawet sugerowano, że „niemieckich biznesmenów” mieli udawać jacyś bardzo dziwni ludzie.
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl