Prowadzić do przerwy 2-0 u siebie z najsłabszą drużyną rozgrywek i nie wygrać? Jak to nazwać? W związku ze zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi był to ewidentny śmigus dyngus.
Gorzej, to był bezpośredni mecz dwóch zespołów walczących o utrzymanie. Wygrana Śląska oznaczałaby zero zdobyczy na koncie przeciwnika.
Skończyło się na remisie 2-2 z Górnikiem Łęczna, czyli na kolejnej kompromitacji naszych orłów, definitywnym zakończeniu kalkulacji niepoprawnych optymistów liczących jeszcze na cudowne dostanie się do górnej połówki tabeli, fatalnym wejściu w okres świąteczny i ogólnym wnerwieniu.
RZ, fot. Grzegorz Momot
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl