Tłum zebrał się w Warszawie i kilkanaście tysięcy ludzi krzyczało „Donald, Donald”. I byłaby to jedna z najpiękniejszych chwil życia dla twierdzącego, że „polskość to nienormalność” Tuska, gdyby nie fakt, że tłumowi chodziło o zupełnie innego Donalda. Prezydenta USA Donalda Trumpa.
Powiedzmy sobie szczerze. Ten sam tłum mógłby z równym zapałem skandować „Donald Tusk” tylko w jednym przypadku. Gdyby odpowiadał na pytanie „kogo wieszamy na szubienicy”.
Czy wizyta prezydenta USA jest wydarzeniem historycznym? Mimo zachwytów prawicowej prasy i pisanie o przełomowym momencie historii – raczej nie. Ale na pewno jest wydarzeniem istotnym. To jawny przekaz Amerykanów dla Europy: USA nie chce dominacji Niemiec w UE. Stąd wsparcie Trumpa dla Polski, stad też jego wsparcie dla idei trójmorza. Czy Polskę będzie stać na wykorzystanie poparcia to już inna sprawa. Jeszcze inną jest postawa 11 innych krajów, bo ich interesy wcale nie muszą być tożsame z naszymi, z amerykańskimi, a już Niemiaszki zrobią wiele, by namącić. Bo to Niemcy tracą najwięcej.
Dlaczego w tym trójmorzu nie ma Ukrainy? Z prostej przyczyny. Jakiekolwiek rozmowy z Ukrainą znaczyłyby otwarty konflikt z Rosją, a to nie jest celem Trumpa. Dla USA największym rywalem są Chiny i cała geostrategiczna gra na światowej szachownicy jest tylko przygrywką do rozstrzygnięć, jakie zapadną na linii Pekin – Waszyngton.
Na polskim podwórku cała ta „totalna opozycja” dostała po łbie. Już nie ma co wyliczać w których elementach przegrali. Narracja o „wykluczeniu Polski z polityki zagranicznej” poszła się walić jak kilka innych historyjek PO czy Nowoczesnej. Parę przykrych dla totalnej opozycji rzeczy Trump wyartykułował w swoim przemówieniu dając do zrozumienia, że będzie popierał Polskę w działaniach antyislamskich czy w walce o wartości.
Czy mamy być dumni, że właśnie pokazaliśmy światu, że jesteśmy podopiecznymi Amerykanów? Dumnym nie ma być z czego, jednak mając do wyboru protektorat amerykański, powolną germanizację ziem zachodnich (jak ktoś nie wie dlaczego, to niech spojrzy na mapę polityczną Europy z roku 1938, a później z roku 1913) lub ponownym wpadaniem w polityczną zależność od Kremla, to wybór opcji „na Stany” jest wyborem optymalnym.
Teraz od determinacji Polski, od naszego sprytu, umiejętności negocjacyjnych zależy, czy Polska wykorzysta szansę swoją i krajów Europy Środkowowschodniej do stworzenia takiego układu, który zapewniałby nam i innym krajom regionu bezpieczeństwo granic na dziesiątki lat.
Roman Zieliński, fot. kwejk. pl
Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.
Users who have LIKED this post: