Władziowi żyłka pękła. W mózgu. Coś mu pierdyknęło i uznał, że obecna władza jest na tyle zła, że Władek musi przeciw niej protestować.
Można nie lubić Kaczora, Macierewicza, całego PiS-u można nie lubić, można przeciwko PiS-owi protestować. Nawet nielegalnie. Ale jak się załapie na wynoszenie z tejże nielegalnej demonstracji, a potem łazi się po mediach i porównuje obecne interwencje do tych ze stanu wojennego, to znaczy, że albo z wiedzą coś nie tak, albo pod kopułką.
Wiedzę na temat „jak było za komuny” Władek Frasyniuk ma. I to wiedzę doskonałą, bo z autopsji. Siedział, uciekał, był bity, pozwiedzał zakłady karne. Znał takich, którym pogruchotano kości. Spotykał się z pobitymi, spotykał z takimi, którzy za swoją działalność wylatywali z roboty z wilczym biletem. Teraz załapał się na delikatne wynoszenie za ręce i nogi i porównuje swoje obecne legitymowanie do aresztowań w czasie komuny.
Jebło w dekiel.
Władek swego czasu walcząc z komuną, walczył z kolesiostwem, korupcją, zniewoleniem Polaków, przeciwko ludziom dla których ojczyzną tak naprawdę był Związek Sowiecki. Teraz Władek staje po stronie kolesiostwa, korupcji, zniewolenia (tyle, że brukselskiego) i staje ramię w ramię z tymi, którzy służyli Związkowi Sowieckiemu.
Władkowi nie jebło nagle. On na stronę czerwonych przechodził konsekwentnie przez ostatnie lata. Próbował namawiać do stawiania pomników Jaruzelskiemu. W roku 2010 przylazł 11 listopada na wrocławski Rynek by gwizdać na narodowców, później chciał to święto likwidować, uznając je za „ponure”. Teraz na demonstrację przylazł z wpiętym znaczkiem, na którym były wypisane jakieś głupoty… cyrylicą (ruskim pismem).
Ostatnio udzielał się w KOD-zie, teraz jeszcze bardziej się zradykalizował. Tylko czekać, jak zacznie być kreowany na męczennika systemu. W postawie Frasyniuka interesujące jest pytanie: czego broni? Co takiego może na Władka wypłynąć, że tak bardzo chce powrotu PO do żłoba? Jakieś intratne interesy mu uciekły, że chce „powrotu do tego, co było”? Co nim kieruje?
Musi mieć w tym jakiś interes. Bo chyba nie jest aż tak głupi?
Roman Zieliński, fot. fakt.pl
</section>