Miał być śmiertelny wybuch przed wyborami parlamentarnymi w Holandii. Nie było. No to mamy rytualny mordzik na paryskich Polach Elizejskich przed wyborami prezydenckimi we Francji.
Pola Elizejskie dla Paryża to znacznie więcej niż skrzyżowanie Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich w Warszawie, Długa w Gdańsku, Rynek we Wrocławiu czy Krakowie, Wały Chrobrego w Szczecinie, Świętojańska w Gdyni, Brama Grodzka w Lublinie… po prostu nie ma porównania. I w takim miejscu islamista postrzelał sobie do policjantów jak do kaczek.
Nic lepszego Francuzom przytrafić się nie mogło. Taki mordzik w takim momencie jest ostatnim elementem, który może wstrząsnąć tamtejszym społeczeństwem do tego stopnia, że otrzeźwieje i zamiast malowania kredkami na asfalcie, weźmie się na poważnie za walkę o własną tożsamość, historię, cywilizację. Ćwierć tysiąca trupów na przestrzeni ostatnich dwóch lat z powodu ataków przedstawicieli „religii pokoju” w kraju żabojadów woła o sprawiedliwość.
Powiedzmy sobie wprost: jeśli to nie podziała, to Francja jest dla cywilizacji białego człowieka stracona. Jeśli podziała, to Francuzi jeszcze mają szansę na strzepnięcie z siebie garba imigracyjnego, jaki sami sobie nałożyli i za co teraz mają przerąbane.
Nie mnie oceniać, kto zostanie prezydentem Francji bo nie znam tamtejszych realiów. Z tego, co podają polskie media czterech kandydatów ma podobne poparcie, w tym jeden ultralewak.
Cynicznie stwierdzę, że skoro Le Pen nie ma szans na wygranie w I turze, to będę ściskał kciuki za to, by do drugiej tury wszedł ultralewak. Tak, by w dogrywce zwolennicy „umiarkowanych” nie mieli wyboru i poparli skrajnie prawicową Le Pen. Takie makiawelliczne podejście do sprawy.
Z polskiej perspektywy widać, że inny centroprawicowy kandydat, Fillon, ostro skręcił w kierunku antyislamskim, lecz kompletnie nie znając gościa mogę podejrzewać, że jest to jedynie zmiana retoryki wyborczej, za którą po wyborach nie pójdzie żaden istotniejszy ruch. Jakoś nie wierzę świeżo nawróconym.
Generalnie – w najbliższą niedzielę może być interesująco.
Na uboczu wielkiej polityki, w tą samą niedzielę wybory odbędą się w Polsce. Wybory do rad osiedli. Nie wiem ilu jest kandydatów we Wrocławiu, lecz dość dokładnie przyjrzałem się nazwiskom wszystkich kilkuset pretendentów na radnych w stolicy Dolnego Śląska. I wynalazłem taki oto kwiatek:
Grabiszyn – Grabiszynek, okręg wyborczy nr 1, pozycja 13 (z 25): Matthew Aaron La Fontaine.
Innymi słowy – zaczyna się. W kolejnych możemy się spodziewać jakiś Sierhiejów Szepszenków, a za lat 20 Abduli, Ginterów i Jurijów będzie już pewnie całkiem sporo.
Na Ołbinie (okręg nr 2) radną chce zostać idiotka z Nowoczesnej.
Natomiast na Kuźnikach (okręg nr 1) ponownie do rady startuje Patrycja Nowakowska, która zaliczyła niejeden wyjazd na mecze Śląska.
Roman Zieliński, fot. rzeczpospolita.pl
</section>