Każdy ma swoją definicję określenia „patologia”. Dla jednych jest to ustawiczne spożywanie alkoholu w warunkach totalnego bałaganu, inni za patoli uważają tych, którzy ćpają, jeszcze inni, że patole to co najwyżej chłoną dopalacze.
Jest też inne widzenie patologii. Nie musi być używek, wystarczy, że jest biednie.
Sporym zainteresowaniem cieszy się wpis Czytelnika Fen1947 znajdujący się pod artykułem „Telenowela”, w którym opisuje podróż pociągiem na mecz ze stacji Wrocław Główny do Wrocław Stadion. Dla autora patologia to coś, czym kibolstwo jest. A w zasadzie – do niedawna było tego kwintesencją. Niespokojne zachowanie, wiwyjanie koszulkami, odsłanianie torsów, pewnie też (tego nie napisano) słownictwo.
Oczywiście, że leżenie w barwach w szczynach czy rzygowinach to nie jest zjawisko pożądane przez nikogo. Lecz tutaj autora denerwuje hałas i niestandardowe zachowanie.
Coś grzeczniejemy jako społeczność. Co jest na końcu tej drogi?
Kiedyś próbowano zawiązać ruch kibicowski na stadionie Ślęzy. Po raz pierwszy w połowie lat osiemdziesiątych. Miało to być „inne kibicowanie”. Wszystko miało być grzeczne, poukładane. Do tego stopnia, że prowadzący doping, który już wówczas był na pensji klubu, zachęcając do śpiewu zarzucał hasło:
– A teraz piosenka numer siedem.
Długo to kibicowanie Ślęzie nie potrawło, ale jak widać idee, choć nie kultywowane, jednak zaczynają zdobywać swoich wyznawców po trzydziestu latach.
Roman Zieliński, fot. archiwum
Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.
</section>