Policjant nie żyje, bo bronił mienia wielkiego gangstera. Mały gangster też nie żyje, bo się dobierał do mienia wielkiego gangstera. Tak powinna brzmieć informacja o tym, co się wydarzyło w Wiszni Małej, niewielkiej miejscowości pod Wrocławiem.
Media powtarzają jak mantrę: policjant, gangster, bankomat, włamanie, kałasznikow, KAT (antyterroryści), strzelanina, śmierć, szpital. Nikt nie mówi o tym, że bankomat, który był celem złodziejskiej akcji, sam stanowi ramię wielkiego złodzieja, jakim jest system bankowy.
I nie chodzi tu o banki takie, jak w Vabanku, gdzie się poszczególnych, wybranych klientów robi w wała niemal oficjalnie. Chodzi o wszystkie, „normalne” banki i zwykłych klientów.
Na razie w Polsce klienci banków, jeśli nie trafią na jakiś parabank, jak Amber Gold lub Bezpieczna Kasa Oszczędności, są skubani na groszowe kwoty. Pod różnymi hasłami. Opłaty miesięczne, opłata za przelew i tym podobne, z którymi nawet można by się zgodzić. Ale gdy przyjdzie klient chcący pożyczyć kaskę, to już w Polsce odbywały się cyrki. Ci klienci, którzy „nie spełniali warunków kredytobiorcy” i nie mogli dostać kredytu w złotówkach, w tym samym banku u tego samego operatora, przy tym samym biurku, posiadając to samo zabezpieczenie już byli klientami godnymi zaufania, gdy tylko była mowa o pożyczce we frankach szwjcarskich. Choć bank tych franków nie posiadał.
Kto wierzy bankom, ten przekona się, jakie to złodziejskie instytucje w chwilach poważniejszych kryzysów. W Grecji przed paroma laty to ile można było wypłacić? Sto euro dziennie? Gdyby kryzys był jeszcze większy, to za naciśnięciem jednego guzika oszczędności poszłyby się… zniknąć.
Tak, wiem, nie wierzycie. Wierzycie bankom. Rotschildy, Rockefellery, Sorose i inni im podobni są szczęśliwi.
PS. Już teraz oficjalnie się podaje, że tylko 20% pieniędzy znajdującego się w światowym obrocie walutą ma pokrycie w banknotach. Reszta to jedynie wirtualne zapisy.
Roman Zieliński, fot. Kurnik Polityczny
</section>