Tej rocznicy świętować nie będziemy, choć jest bardzo istotna dla naszej państwowości. Ba, wręcz naszą państwowość stworzyła. A raczej stworzyła warunki do powstania Polski.
Dokładnie 100 lat temu wybuchła w Petersburgu sowiecka zawierucha zwana rewolucją. Nieszczęście dla świata okazało się szczęściem Polski. Polski, której wtedy nie było. Nie tylko na mapach, ale rozpływała się ona nawet w świadomości wielu Polaków. Ponad 120-letnia niewola, przegrane powstania, wywózki i emigracja polskiej inteligencji, germanizacja i rusyfikacja zrobiły swoje.
Polska istniała w głowach paru wariatów, takich jak Dmowski, Paderewski, Piłsudski. Polski nie było i nie było szans na to, by powstała z popiołów.
Lecz zdarzył się cud. Najpierw wybuchła wojna. Wielka Wojna jak ją nazywano, gdzie za łby wzięły się nacje, które doprowadziły do rozbioru naszego kraju. To jakieś szanse dawało, ale tylko w fantastycznych wariantach. Jak wojnę przegrają Niemcy i Austriacy, to będą musieli wygrać Ruscy. Zatem lipa.
A jak przegrają Ruscy, to wygra banda Bismarcka… no, wówczas Wilusia II. Również źle.
Rewolta w Rosji spowodowała coś, co w historii świata się jeszcze nie zdarzyło i już chyba nie zdarzy, Jedni przegrali militarnie, drudzy rozpadli się wewnętrznie. Obie strony były wykończone ekonomicznie, bowiem wysiłek wojenny kosztował więcej, niż walczące strony mogły wyasygnować.
Zatem w 1918 roku „wystarczyło” podjąć walkę zbrojną na własnym terenie z osłabionymi okupantami i można było się doczekać cudu, czyli powrotu na mapy po 123-letnim na nich niebycie.
Gdyby w Rosji nie wybuchły zamieszki, takiej możliwości by nie było. Ckliwi sentymentaliści twierdzą, że „biała” Rosja byłaby przychylniejsza Polsce. Większej głupoty głosić nie sposób. „Biała” Rosja w kwestii polskiej niczym nie różniła się od Rosji carskiej. W niczym. A Rosja „czerwona” nie dlatego pozwoliła Polakom na wyrwanie się z kajdan, że taka była dobrotliwa, lecz dlatego, że była za słaba na utrzymanie swoich zachodnich rubieży gdy musiała we własnym domu walczyć z „białymi”.
6 listopada 1917 roku my, Polacy, dostaliśmy od losu swoją szansę. Dzięki geniuszowi kilku polskich wariatów, dzięki zaangażowaniu wielu zwykłych, szarych ludzi potrafiliśmy z danej nam szansy skorzystać.
Nie wszystkim narodom się to udało.
A że nasze szczęście przełożyło się na rozwalenie od środka Rosji na długie lata (mieli swoje pięć minut w historii, a teraz spójrzmy gdzie są i jakie mają perspektywy) to już naprawdę nie nasz problem.
Roman Zieliński, fot. arch.
</section>