O polityce kadrowej w Śląsku nie ma co mówić. Zasada jest następująca: zawodnik ma być tani. To znaczy nie musi być tani, lecz musi przyjść tanio.
Idiotyzm, prawda?
Nie taki idiotyzm. Musi wyglądać na to, że gracz jest tani. Temu służy hasło „wolny od kwoty transferowej”. I wówczas nie będzie pitolenia, że kasa wyrwana od podatników poszła na nie wiadomo co. Natomiast pensyjkę, o pardon, kontrakt już taki niski być nie musi. Z czegoś przecież trzeba kaskę łoić. I to nie chodzi wyłącznie o kieszeń grajka.
Teraz już bardziej zrozumiale, prawda?
O fatalnej polityce personalnej na łamach Fana pisane było dziesiątki razy. Wskazywaliśmy na nad wyraz wysoką średnią wieku obecnej drużyny. A także wskazywaliśmy na zaciągi przypadkowych ludzi, którzy postanowili zarobić parę złotych jako piłkarze. Przypomnijmy o Moulungu czy jak się tam nazywał ten Murzyn oraz o Gawiszu – niejeden chłopak z trybun byłby lepszy.
Śląsk stanowił przytułek dla poszkodowanych w życiu. Taki Gecov nie mógł biegać, bo go pięta bolała. Ale kontrakcik w Śląsku był.
O kabarecie zwanym „polityką transferową na Oporowskiej” można naprawdę długo.
Teraz mamy kolejne jajo.
Przypomnijmy sobie pewien fakt. Był w Śląsku taki trener przygotowania fizycznego. Marek Świder się nazywa. Piłkarze płakali, że mają przez niego popalone mięśnie, ale w zespole nie było kontuzji wynikających z przeciążeń. Kto zna temat, ten wie, że w klubach światowego topu problem kontuzji przeciążeniowych (a raczej ich braku), jest osobną gałęzią przemysłu piłkarskiego, w którą inwestuje się mnóstwo kasy.
No, ale były „popalone mięśnie”, zatem Świdra się pozbyto. Teraz mamy w klubie plagę kontuzji. Kokoszka, Dankowski czy Mak – o nich zdążyliśmy już niemal zapomnieć. A tu jeszcze jak nie Augusto, to Riera, to Kosecki, to Srnić, to Pich, to Cotra, to znów Jović… Śląsk płaci martwym duszom więcej, niż zdrowym zawodnikom.
Ale to jeszcze nic. Wyciekło, że ciekawe jest podejście niektórych zawodników. Ma kontuzję, trenować nie może, to sobie… jedzie do rodziny na Bałkany…
Rozumiecie? Nie ma we Wrocławiu odpowiedniego lekarza? Wyobrażacie sobie, żeby piłkarz Barcelony/ Manchesteru (nieważne którego), Bayernu albo Milanu pojechał się leczyć do mamusi?Miejmy nadzieję, że to tylko pogłoski, bo gdyby się okazało, że to prawda, wówczas mielibyśmy do czynienia nie z profesjonalnym klubem piłkarskim, lecz z futbolowym cyrkiem.
No i mamy Janka Urbana.
Naprawdę porządny piłkarz z niego był. Jako osoba wypowiadająca się publicznie o piłce też nic złego o nim powiedzieć nie można. Kulturalny, opanowany, potrafiący tak formułować zdania, że nawet osoby ze słabą percepcją rozumieją co chce przekazać. Jako człowiek też w porządku.
Ale na trenera, to się nie nadaje. Po prostu. Nie nadaje się.
Chcecie dowodów? Najłatwiejszy – przeanalizujcie zmiany z ostatnich spotkań. Czemu mają one służyć? Są robione na alibi? Często robią takie wrażenie. Dlaczego nie jest wykorzystywany ich limit? Trener boi się kogoś ściągnąć z boiska? Szkoleniowiec nie stosuje elementu wykluczenia z pierwszej „11” dla grajka ewidentnie spuszczającego z tonu z meczu na mecz (Cotra)?
To tylko część zarzutów jakie mamy wobec Jana Urbana.
W niedzielę mecz z Zagłębiem Lubin. Dla niektórych kibiców Śląska to nieomal „mecz życia”. Z uwagi na kontuzje i kartki Śląsk w tym spotkaniu za faworyta robił nie będzie.
Janusz K, Andrzej P, RZ, fot. PK, cyrk-zalewski
Users who have LIKED this post: