Lizać zadki też trzeba umieć, by się nie narazić na śmieszność. Jeśli dziennikarz Michał Guz wiernie zacytował na twitterze Piotra Celebana, to kapitan Śląska… powiedzmy oględnie… nie dość, że jest jakiś taki śliniący się do decydentów, to jeszcze gada głupoty.
„Dziękuję prezydentowi miasta i sekretarzowi, bez ich pomocy nie byłoby ani mistrzostwa Polski, ani tego stadionu.” – miał powiedzieć piłkarz.
W kwestii mistrzostwa Polski sporo racji jest, bo kapuś Dutkiewicz podsypał nie swoimi pieniędzmi kasę na Śląsk, a mógł na jeszcze jedno Forum Muzyki lub przysponsorować kilka marszów pedałów. Jednak co do stadionu, to lepiej nic nie mówić, zamiast pitolić głupoty.
Powiedzmy szczerze – stadion na Pilczycach nigdy by nie powstał, gdyby nie EURO 2012 we Wrocławiu.
Kto załatwił EURO dla Polski? Ukraiński oligarcha, Surkis, dał łapówki komu trzeba i tak impreza wylądowała w jego Doniecku i na przylepę również w Polsce. Dutkiewicz nie miał z tym nic wspólnego – jest na takie działania za krótki.
Czyją zasługą było to, że oprócz Warszawy, Gdańska i Poznania nie Kraków, lecz właśnie Wrocław dostał lokalizację meczów turnieju? Kapuś Dutkiewicz także z tą decyzją nie miał nic wspólnego. Też był za krótki.
A że później, gdy Kraków został wyrolowany, nie miał wyjścia i musiał ogarnąć budowę obiektu? Nieźle się parę osób z jego otoczenia na tej inwestycji obłowiło.
Stadion, który w pierwotnym zamyśle miał kosztować 320 milionów ostatecznie został wybudowany za 1 miliard 100 milionów (koszty wciąż rosną). Na jego utrzymanie wydaje się 20 milionów złotych rocznie, a został wybudowany w ten sposób, że paru przedsiębiorców robiących tam jako podwykonawcy jeszcze nie zostało spłaconych.
O działaniach „kochanego sekretarza” na rzecz Śląska najbardziej chyba nie chciałby czytać sam zainteresowany. Bo sobie zdaje sprawę, że tłumy menadżerów jakie się koło niego kręciły w czasie okienek transferowych mogłyby się stać obiektem prac operacyjnych pewnych smutnych panów. A to mogłoby się skończyć zawarciem bliższej znajomości z pewnym fryzjerem.
Roman Zieliński, fot. wpolityce.pl
Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.