Telefon. Nie znam numeru, głos też mi nic nie mówi. Dopiero po chwili kojarzę z kim rozmawiam. Na mojego rozmówcę można liczyć, antykomunizm wychodzi z niego w rozmowach i gestach podczas różnych demonstracji patriotycznych lub podczas spraw sądowych, w których oskarżani są polscy nacjonaliści.
– Maciej RuszczyĹ„ski nie ĹĽyje. – DowiadujÄ™ siÄ™.
Znów czarna magia. Nazwisko mi kompletnie nieznane. Rozmówca próbuje tłumaczyć kto zacz. Nic to nie daje.
– Pogrzeb w sobotÄ™ 4 lutego o godzinie 11:00 na cmentarzu na KieĹ‚czowie. JeĹ›li moĹĽesz, to wspomnij.
Zanotowałem w głowie. Ale jak będziemy odnotowywać wszystkie zgony we Wrocławiu, to się strona z klepsydrami zrobi. Ze światem kibicowskim to nic wspólnego chyba nie miał… Ale coś mnie tknęło. Może dlatego, że przy okazji podpowiedziano mi o tym, że chłop był internowany, że działał w Solidarności Walczącej…
No to wrzuciłem w gogle „Maciej Ruszczyński Wrocław”. Najpierw zdjęcie. No tak, przypominam sobie. Aktywny na demonstracjach, marszach. Widoczny. Rzucał się w oczy, może dlatego, że wygląd specyficzny.
Ale wizerunek to jedno. Poczytałem o gościu. Wyszło kilka linków, przejrzałem treści kryjące się pod nimi. Im więcej czytałem, tym bardziej wkurzony jestem na siebie. Facet z takim życiorysem kręcił się gdzieś obok mnie, a ja go nie zauważałem.
Teraz jakieś Bolki robią z siebie wielkich rewolucjonistów, jakieś Frasyniuki, jakieś popierdółki, co to cała ich martyrologia to dwie pały na grzbiecie. A tu, tuż obok, żył facet, który jak nie siedział, to był aresztowany. Jak nie internowany, to zesłany do psychiatryka. Jak nie pobity przez milicję, to wyrzucony z pracy za poglądy.
Bolek pisał donosy za pieniądze. Ruszczyńskiego drapnęli na gorącym uczynku podczas drukowania ulotek, co wówczas mogło zakończyć się nawet dożywociem, i nikogo nie wydał.
W czasie, gdy na gnojków udających herosów wychodzą twarde dowody, że są sprzedawczykami, cisi bohaterowie odchodzą. Ostatni świadkowie historii, naszej historii, przechodzą do innego świata.
Nie poznaliśmy się na tyle, by sobie pogadać. Mam o to do siebie żal. Choć poznaliśmy się na tyle, że parę razy podaliśmy sobie rękę. Miałem ten zaszczyt.
Roman Zieliński, fot. obiektywnie.com
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl