* 4-1 to całkiem przyjemny rezultat. Jego konsekwencje w tabeli są nie do przecenienia. Ale zaczęło się nieszczególnie, gdyż to goście objęli prowadzenie. I wówczas Wrocław szalał. Na stadionie wszyscy wściekli, mnożyły się telefony z „pannami”, zaroiło się od „odpowiednich” wpisów w internecie…
* Gol dla Arki – to w Śląsku nikt nie wie, że w Gdyni mają takiego silnorękiego od wyrzucania autów? Kto bierze pieniądze za bank informacji?
* Z trybun przy stanie 0-1 poleciało „Co wy robicie, wy nasze barwy hańbicie”. Podziałało?
* Cenzurki indywidualne? Najlepiej pokazali się Riera i Lewandowski. Nie było Riery, to nie było głupich strat. Nie było Lewandowskiego (przynajmniej do 82 minuty), to nie miał kto wyłożyć futbolówki rywalowi na linii 16 metrów.
A Dankowski jeszcze niech te rzuty wolne trochę potrenuje. Ma potencjalne możliwości, ale jeszcze są niedoróbki. Pawełek – niby niewinny, ale zawsze coś tam jest nie tak.
* Przed meczem sugerowaliśmy, że jednym z lepszych zawodników Śląska może być arbiter. Naprawdę nie możemy narzekać, naprawdę.
* Przegrała Arka, ale jest jeszcze jeden przegrany tego spotkania. Kapuś Rafał Dutkiewicz, okupujący fotel prezydenta Wrocławia. Jeden z fanów Śląska (M) opowiedział taką historyjkę:
– Wziąłem na mecz koleżkę, ostatni raz był na spotkaniu z pięć lat temu. Wracamy, a ten wyjeżdża z tekstem, że bardzo mi dziękuje za to, że go namówiłem. Tego spotkania nie zapomni. Najbardziej mu się spodobało, gdy na telebimie pokazano mordę Dutkiewicza, a cały stadion wył i buczał.
Niestety, nie cały. Morda widniała krótko i wiele osób nie zdążyło się zorientować. A szkoda.
* Wydawało się, że kibice gości stawili się na tym spotkaniu w liczbie 3 sztuk, bo w II połowie na sektorze znalazły się jakieś 3 osoby (zdjęcie obok). Specjalnie jest napisane „kibice gości”, gdyż nie było wiadomo czy to arkowcy czy ktoś z ich zgód. Ostatecznie przy bliższym przyjrzeniu się owej trójce stwierdzono, że to raczej nie kibice, lecz jacyś pracownicy/ ich rodziny/ znajomi. Choć możemy się mylić. To by oznaczało, iż Arka zaliczyła albo 3 niekumatych, albo spektakularne zero, choć nic nie stało na przeszkodzie, by się we Wrocławiu pojawili. Tym to dziwniejsze, że zażyczyli sobie 1 000 wejściówek. Co spowodowało, że nie dojechali? Informacji szukać na stronach Arki. My wiemy jedynie, że pociąg z Gdyni, którym niektórzy się spodziewali ich przybycia, miał 3,5 godziny opóźnienia. Natomiast jakaś kilkudziesięcioosobowa grupa, która według innych miała jechać autami, jakoś nie dojechała. Czy w ogóle wyruszyła? Co się stało z zapisami robionymi w Lubinie i Wałbrzychu? W sumie kłopoty Arki to nie nasz problem, choć sprawa jest intrygująca.
* Najczęściej pozdrawianym klubem przez fanów Śląska była tym razem Lechia Gdańsk. Jakoś chyba nikogo to nie dziwi.
* Stan liczebny młyna nie zachwycił. Frekwencja dramatyczna (na zdjęciu u góry sektor „D” – obok sektor „Oporowska” widziana z dołu – to jeszcze jakoś wygląda). Jedyne sensowne usprawiedliwienie jest takie, że Wrocław w piąteczek przed godziną 19:00 jest niemal nieprzejezdny. Drogi dojazdowe, oprócz S-8 (i to tylko od strony północnej) też są załadowane na ful. Innych usprawiedliwień nie ma. Ale ten łykend został fajnie rozpoczęty.
* Wygrane nad Arką cieszą bardzo. Zwłaszcza, gdy mają miejsce w bardzo ważnych pojedynkach. Za co? Przede wszystkim za baraże o II ligę. W 2004 roku w rewanżowym pojedynku barażowym gdynianie ordynarnie zakupili sędziego i Śląsk musiał dodatkowy rok tułać się po III-ligowych boiskach.
Bardziej zorientowani przypominają jeszcze mecz podczas którego „wiele się działo” w Gdyni jesienią 2002, pół roku przed „Grabiszyńską”. Śląsk był kilka razy lepszy, ale arbiter tego spotkania stawał na rzęsach i to on był najskuteczniejszym grajkiem Arki. Generalnie od tego czasu Śląsk w decydujących momentach potrafił uprzykrzyć Arce życie. Wszyscy wspominają 5-0 z 2011 roku, ale już sezon wcześniej Arka kończyła sezon we Wrocławiu. I choć wygrywała 1-0, to skończyło się na 1-2 i tylko głupocie innych, którzy potracili punkty w ostatniej kolejce gdynianie nie spadli z ligi.
* Bramki dla Śląska padły po kuriozalnych błędach gdynian. Ale tak to jest, że leszczy się łoi. Jak leszcz wali babola, to się z tego korzysta. Po zdobyciu Pucharu Polski w Gdyni fetowano tak bardzo, że przedpucharowa zapowiedź trenera Ojrzyńskiego „puchar jest fajnym dodatkiem do ligi, ale skoncentrujemy się przede wszystkim na walce o pozostanie w lidze” teraz brzmi groteskowo.
* Co ma w głowie Jan Urban? W meczu z Ruchem wpuścił przyszłość Śląska, czyli Łyszczarza. W meczu z Arką, choć wynik był już pewny, wpuścił zawodników, których przyszłość w Śląsku to dwa najbliższe mecze. Zresztą Zwoliński mu się „odpłacił” marnując kolejną „setkę”.
* Piłkarze nie podeszli po meczu pod sektor. Taki strajk po pożegnaniu w Lubinie?
MG, PG, MP, M, RZ, BK, G-K, fot. W