* Mecz z Górnikiem Łęczna nie był meczem zwykłym. Bowiem zaledwie dwa tygodnie temu Śląsk grał z tym samym Górnikiem Łęczna na tym samym stadionie. I go nie wygrał. W każdym normalnym klubie wyciągnięto by wnioski dlaczego nie było zwycięstwa.
Oczywiście są tak trywialne przyczyny, jak brak szczęścia, ale głównym powodem niepowodzenia sprzed tygodnia była determinacja. To znaczy determinacja piłkarzy Górnika, którym pod koniec spotkania wysiadały mięśnie. Naszym orłom skurcze nie groziły i w ten właśnie sposób goście wywieźli punkt, a Śląsk stracił możliwość wygranej.
Gdy kolejny mecz z tym samym rywalem gra się zaledwie dwa tygodnie później, to należy liczyć, że wiele się w zespole przeciwnika nie zmieniło. I że atuty pokaże te same. I tak właśnie było. Tymczasem Śląsk grał mało agresywnie, bez zacięcia, bez woli walki. Nikt nie szarpał, nikt nie krzyczał, nikt, poza pierwszymi dziesięcioma minutami, nie kopał po kostkach.
W tej 10 minucie z boiska wykopano Pitrego. I zamiast docisnąć śrubę, skończyło się ostre granie Śląska.
Jeśli tak ma wyglądać gra w pozostałych spotkaniach, to nasze szanse na pozostanie w lidze maleją w tempie zastraszającym.
* Tym razem na oko wzięliśmy dwóch supergrajków. Skośny już skończył grę w Śląsku, teraz odbębnia kontrakt do końca. Sito bardzo nierówny. I też mistrzem operowania futbolówką nazwać go po tym pojedynku trudno.
* Kibiców Górnika Łęczna nie było. Wciąż bojkotują mecze drużyny grającej w Lublinie.
* Frekwencja trochę nie dopisała. Taki eufemizm.
* Na sektorze D zasiadł fanklub Engelsa. Coś tam krzyczeli po niemiecku. Ocena tegoż fanklubu osób widzących Niemców – pijani w sztok.
* Czekaliśmy na pierwszy celny strzał Śląska i czekaliśmy. Pierwszy się przytrafił w II połowie.
* Niektórzy po meczu twierdzą, że hasłem przewodnim powinno być „bójcie się chamy, do II ligi wracamy”
* Na pocieszenie – patrząc na tabelę, jeszcze za nami jest parę zespołów.
* Coś, co powinno być podsumowaniem Śląska jako klubu. I to na przestrzeni ostatnich lat. Jednym z najlepszych zawodników na boisku był Paweł Sasin. Swego czasu wypatrzony przez Romana Masztalerza i ściągnięty do Śląska. Pozbyto się Sasina, pozbyto się Masztalerza, i teraz w Śląsku za transfery odpowiedzialny jest facet, który za kasę spuścił Śląsk do II ligi, a zamiast Sasinów w Śląsku grają wielkie nabytki zagraniczne.
O casusie Tymińskiego pisaliśmy przed dwoma tygodniami. Może w dzisiejszym meczu nie był orłem, lecz ambicją bił naszych na głowę.
Danielewicza to Smuda wpuścił na ostatnią minutę chyba tylko po to, by pognębić wszystkich związanych ze Śląskiem. Taki pstryczek w nos dla tych, którzy wychwytują podobne niuanse. A jak ich nie wychwytują, to znaczy, że tak się właśnie znają na futbolu…
RZ, F-M, G-K, PG, fot. NI-FO