Będąc na przełomie wieków w jednym z bogatszych niemieckich miast u „R”, zażartowałem sobie z gospodarza, że w Niemczech niedługo będzie wojna.
– Co ty gadasz? – koleżka był zdziwiony.
– Turcy z Ruskimi będą walczyć o to, czyje mają być Niemcy.
Pośmialiśmy się. A teraz się okazuje, że to nie był tylko żart, lecz przepowiednia.
Dzisiejsze wybory w Niemczech z punktu widzenia Polski to wybór miedzy dżumą, cholerą i czarną ospą. Nie ma dobrych wariantów. Znany jest natomiast waria(n)t najgorszy. Gestapowski syn Schulz Martin nie tylko ma mózg zboczony lewactwem, na domiar złego nienawidzi Polski i Polaków w sposób szczególny. Dlatego jego SPD jest dla nas wyborem najgorszym z najgorszych. Na szczęście Niemcy zbytnio za SPD już nie przepadają.
Teoretycznie powinniśmy ściskać kciuki za inna złą dla Polski opcją, czyli za brzydką, grubą babę która za kanclerza w Niemców robi już trzy kadencje.
O „dobrodziejstwie” jej rządów mogliśmy się przekonać naocznie. Najdobitniej przekonała się o tym rodzina i znajomi Łukasza Urbana, polskiego kierowcy zamordowanego przez muzułmańskiego terrorystę.
Według sondaży na trzecią siłę polityczną wyrasta „Alternatywa dla Niemiec”. W Polsce zbyt wielu informacji na ich temat nie ma, wiadomo tylko, że swoją siłę budują na sprzeciwie wobec zalewu imigracyjnego. Ale jak się wczytać w szczątki informacji docierających zza Odry, to Polska nie jest przez nich krajem uwielbianym. AfD daje co prawda szansę na zachowanie Niemiec w tradycji europejskiej, lecz nie liczmy na to, że odwołując się do dawnych haseł odrzucą „Drang nach Osten” czyli „marszu na wschód”. Tym bardziej, że oficjalnie mówią o konieczności zbliżenia z Rosją.
Dziś (24 września) losy Niemiec decydować się nie będą, lecz wyniki wyborów mogą zmienić kierunek lub intensywność zmian. No, chyba, że AfD zamiast planowanych 10 zdobędzie 40 procent głosów.
Roman Zieliński, fot. WordPress.com
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl