Niewiele się dzieje w świecie kibicowskim, to do wielkiego wydarzenia urósł fakt odwiedzin w pewnym dyskoncie grupy wracających z Białegostoku kibiców Śląska. Kto zaliczył trochę wyjazdów ten z grubsza wie co tam się mogło dziać.
W internetach afera jakby Marsjanie napadli na Amerykę lub herr Tusk pogodził się z Kaczyńskim. A jak afera, to zabierają głos wszyscy. W tym wydawane są różne oświadczenia,
Z wszelkimi oświadczeniami jest najczęściej tak, że są pisane po to, by się odczepiono od jego autora.
Oświadczenia też trzeba umieć pisać. A przynajmniej myśleć o tym, jakie będą jego konsekwencje. Jedno napisał prezes Śląska. Wymowa tego oświadczenia jest taka, że osoby, które dopuściły się biedronkowej zbrodni to nie są kibice Śląska.
Zawsze mnie zastanawia fakt, na jakiej podstawie takie osoby, które nie tylko nie mają pojęcia o kibicowaniu, ale są z klubem w konflikcie (o tym zaraz napiszę) decydują o tym kto jest, a kto nie jest kibicem klubu?
Już nie wspominając, że dla takiego oceniającego zupełnie różne pojęcia „kibic” i „sympatyk” są równoznaczne. Dla niego to nazwy tożsame. A zróżnicowanie „piknika”, „lansera”, „hoolsa” czy „oglądacza” jest niemożliwe. Co najwyżej rozróżnia VIP-ów.
Dlaczego o prezesie napisałem, że jest z klubem w konflikcie? Bo „nie w konflikcie” to są tacy ludzie jak Cupiał czy choćby Leśnodorski. Zaangażowani finansowo w swój klub. Prezes – najemnik, który prezesem jest od godziny 10:00 do 16:30, a później „proszę mu d… nie zawracać” ma jedną motywację – przenieść pieniądze z kasy klubu do własnego portfela. Dobrze, gdy się to odbywa legalnie, często przepływ gotówki jest wynikiem różnych wałków i wałeczków.
Rozumiem, że prezio walnął oświadczonko, by je rzucić na żer mediom. Pewnie było mu to łatwiej zrobić, albowiem właśnie był na wylocie. Co więcej, może jest tak, że był to jeden z elementów przyśpieszenia zmiany, gdyż według naszych informacji Hołub miał się ze Śląskiem pożegnać w środę, ale to tylko przypuszczenia.
Panie Hołub, panie Bobowiec, redaktorzyny wszelkiej maści. Chcielibyście mieć na trybunach grzeczniutkich oglądaczy karnie płacących za wejściówki, wchłaniających popkorn i żłopiących hektolitry żółtej wody udającej piwo. Nie rzucających achtungami, nie bluzgających, nie denerwujących się widząc jak grają pokraki udające piłkarzy. Mam dla Was przykrą wiadomość. Tak się nie da. Nawet w Niemczech, gdzie „Ordnung muss sein” (porządek musi być) się to nie udaje. Tym bardziej w społeczeństwie sobiepańskich Polaków.
Jesteście na nas skazani, czy Wam się to podoba, czy nie. A my aniołkami nie byliśmy, nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. I nigdy nie mówiliśmy, że będzie inaczej.
Roman Zieliński, fot. alleceny
Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.