Niedawno byłem świadkiem rozmowy, w której jako argument za przyjmowaniem uchodźców użyty został przykład Wrocławia i próby zdetonowania bomby w autobusie miejskim. Jeden z prowadzących konwersację, taki z wielkimi kółkami w uszach, uważał, że nie ma znaczenia, czy psycholem jest Arab, czy Polak. Drugi, z wyglądu też lewak, twierdził natomiast, że owszem, zawsze istnieje zagrożenie, że „białasowi” odbije, ale ściąganie sobie na głowę Arabów to w dalszej perspektywie ściąganie na siebie nieszczęścia.
Czymś, co chyba najbardziej przemawiało do wyobraźni normalniejszego lewaka był argument, który sam wyartykułował, że „jak już Arabusy się nam zwalą na głowę, to chuliganka jeszcze sobie jakoś z nimi będzie radzić, natomiast islamiści jak tylko okrzepną w nowym miejscu, to przede wszystkim zaczną zabierać się za nas”.
Różnica między zamachami we Wrocławiu i Dortmundzie, gdzie nie było ofiar, a tymi z Manchesteru, Londynu, Brukseli, Paryża, St Etienne, Nicei, Berlina, Wurzburga, Monachium, Ansbach, jest taka, że biali amatorzy nie potrafią skutecznie zabić. A islamscy zabijają masowo.
To jest wojna cywilizacji, a kto tego nie rozumie, ten naraża siebie i swoich bliskich.
Niesamowita jest lista imion autorów skutecznych zamachów terrorystycznych jakie miały miejsce w Europie w ostatnich dwóch latach. Same Abdule i Ahmedy. A jacyś politycznie poprawni politycy wmawiają nam, że to przypadek.
degrelle, fot. prawy-pl