Oglądaliście to sztuczne widowisko będące ponoć świętem europejskiego futbolu klubowego? Po raz pierwszy od lat skusiłem się na obejrzenie finału Ligi Mistrzów i dochodzę do wniosku, że brakuje tylko tego, by te finały były rozgrywane za pomocą komputerów.
Wszystko razi sztucznością. Sztuczny występ sztucznych pseudoartystów przed wyjściem na murawę głównych aktorów widowiska sam w sobie był czymś nie pasującym do futbolowej wojny. Bo finał LM chyba powinien być wojną?
Już samo to, że w relacjach przedmeczowych nie było nic o stanie wojny na trasie Madryt – Mediolan, którą musieli pokonać w tym samym czasie kibice obu zespołów było zastanawiające.
Później było nieco lepiej. Na sektorach zajmowanych przez kibiców Realu i Atletico pojawiły się oprawy. Nie największe, nie najwymyślniejsze, ale jednak były.
Nie znam hiszpańskiego, zatem nie wiem, czy były na nich jakieś autentyczne treści, czy też jakieś sztuczne przesłania.
Później na sektorze Realu znalazł się (chyba) dość autentyczny element – transparent. Robiony „na żywca”, sprajem na płótnie.
Doping – sztuczny. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi, każdy sobie rzepkę skrobie.
Sztuczni kibice. Panny zainteresowane wszystkim, tylko nie meczem, ale jednak w koszulkach „swojego” klubu kilka tysięcy kilometrów od swojego Madrytu.
W towarzystwie ludzi, którzy wybrali się do Mediolanu dla szpanu, jak już zdarzały się przypadki zachowujące się bardziej naturalnie, natychmiast były wychwytywane przez kamery. W tym sztucznym świecie nawet jak ktoś się złapał za głowę trzeba to było uwiecznić.
Sztuczne, wyreżyserowane reakcje na zwycięstwo i porażkę widać było na boisku. Ci piłkarze Realu nawet się cieszyć za bardzo nie potrafią. Cała ceremonia wręczania trofeum też jakaś sztuczna. Bez odznak autentyczności.
Z rana czekałem na jakieś drastyczne informacje z trasy Mediolan – Madryt. Cisza. Sztucznie podzielone towarzystwo wracało do domów tymi samymi trasami i jedni udając że się cieszą, pocieszali drugich, udających zmartwionych.
Po tym, co widziałem w czasie finału Ligi Mistrzów wątpię, bym się kiedykolwiek zmusił do oglądania meczów drużyn hiszpańskich. Szkoda czasu.
Roman Zieliński, fot. blog.bezokularow.pl – jak na to wszystko nie patrzeć sztucznym okiem?
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl
