Życie składa się ze zwycięstw dużych i małych, oraz z przegranych i klęsk. Pojedynczych osób, grup, społeczności, narodów, ba nawet całych gatunków, co udowadnia archeologia odkopując gigantyczne dinozaury, które niepodzielnie panowały na ziemi przez jakieś 200 milionów lat, a od 65 milionów obrotów planety wokół słońca ich już nie ma ani jednego.
Życie naszego narodu to również pasmo zwycięstw i klęsk. Dla nas są istotne tak jedne jak i drugie. Dlatego też czcimy nieudane powstania – listopadowe, styczniowe, warszawskie, ale częścią naszej tożsamości są także wielkie zwycięstwa oręża polskiego. Grunwald, Kircholm, Oliwa, Monte Cassino, wjazd od Moskwy… jest tych wygranych naprawdę sporo.
Jednak jest też coś, co zrozumieć trudno. Są pewne, graniczne daty w historii Polski, których jakoś specjalnie czcić nie potrafimy. A powinniśmy.
Gdyby w 1683 roku Sobieski nie pognał Turków, to teraz nie tylko my, Polacy, ale wszyscy Europejczycy byśmy zasuwali w turbanach na głowach.
Gdyby w 1920 roku nie było cudu nad Wisłą, to obecnie cała Europa byłaby jedną wielką Koreą Północną.
Wnerwiają ludzie, którzy pitolą o tym naszym, polskim przywiązaniu do martyrologii, a którzy słówkiem nie pisną, kiedy można i należy dąć w trąby z okazji rocznic wielkich zwycięstw. Naszych zwycięstw.
Jeszcze raz, tak by dotarło do najdalszych zakątków mózgów: w 1920 roku, zaledwie niespełna 100 lat temu, Polska po tym, jak powstała z 123-letniej niewoli odparła atak czerwonego reżymu. Który nie szedł zdobywać Polski, który maszerował zdobywać Europę.
To zwycięstwo polskiego oręża powinno być świętowane zawsze i wszędzie. W każdym polskim mieście i miasteczku jedna z głównych ulic powinna się nazywać „Cudu nad Wisłą” lub „Bitwy 1920”. Wszędzie należałoby stawiać pomniki przypominające to zdarzenie. Dzieci w pierwszych klasach podstawówki powinny mieć czytanki o bohaterstwie polskich żołnierzy, którzy zatrzymali pochód czerwonej zarazy. Każdy z nas powinien, choćby tylko werbalnie, wspomagać Jana Pietrzaka w dążeniu do zbudowania w Warszawie wielkiego, monumentalnego Łuku Tryumfalnego upamiętniającego Cud nad Wisłą, który miałby spinać dwa brzegi rzeki, a który nie tylko emanowałby potęgą, lecz przypominałby innym, że to Polska jako pierwsza zadała cios komunizmowi. I nie pozwoliła na rozprzestrzenienie się bolszewii na kontynencie.
Naszą, polską tożsamość musimy budować na tych zwycięstwach.
Roman Zieliński, fot. tczewska.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl