Pamiętacie pierwszy w historii występ drużyny Termaliki we Wrocławiu? Rok temu, na początku sierpnia, gorąco jak diabli, wystraszony zespół beniaminka przybywa do Wrocławia rozegrać swój trzeci mecz w ekstraklasie. Dwa wcześniejsze przegrali do zera. Oba rozegrali na wyjazdach, bo stadion w Niecieczy dopiero był kończony. Pierwszy występ na wielkim stadionie, zatem nic dziwnego, że drużyna gości wyszła na murawę wystraszona. I tak grała. Wydawało się, że Śląsk rozniesie rywala, ale skończyło się na „skromnym” 2-0 dla WKS-u.
Minął rok, Termalika ze Śląskiem zagrała jeszcze dwa pojedynki, w Niecieczy Śląsk był lepszy, lecz po katastrofalnym zachowaniu Pawełka skończyło się na 1-1. Natomiast w dodatkowej serii spotkań kolejna wizyta we Wrocławiu i po szczęśliwym zwycięstwie Śląska 2-1 my już w praktyce zapewniliśmy sobie utrzymanie, za to Termalika zdawała się pewnym kandydatem do spadku.
Minęło kilka miesięcy. I teraz do Wrocławia zajeżdża drużyna ze słoniem w herbie, która w pojedynku, jaki rozpocznie się w niedzielę o godzinie 15:30 będzie faworytem.
Rok temu do stolicy Dolnego Śląska przyjechała wystraszona drużyna ze wsi i wszyscy byli wściekli, że Śląsk wygrał tylko 2-0. Teraz przyjeżdża ta sama drużyna ze wsi, a my modlimy się, by ich ukłuć choćby 1-0. Podobno może być bojowo, bo jakieś pieniądze na konto grajków wpłynęły. W Niecieczy kaska wpływa zawsze terminowo…
To doskonale pokazuje jaką drogę te dwa kluby w ciągu ostatnich 12 miesięcy przebyły.
I pozostaje pytanie. Gdzie jest koniec tej drogi. Koniec drogi Termaliki nas specjalnie nie interesuje, lecz koniec drogi Śląska jest czymś, co nas interesuje bardzo.
Na razie jesteśmy robieni w… słonia nos.
Roman Zieliński, M-P, fot. slonie.na-pulpit.com
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl